<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do Networked Digital Age</title>
	<atom:link href="http://networkeddigital.com/comments/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://networkeddigital.com</link>
	<description>From the Stone Age to the Networked Digital Age by Dominik Kaznowski</description>
	<lastBuildDate>Thu, 24 May 2012 16:29:51 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
	<item>
		<title>Skomentuj Śmierć autora, którego autorem jest magdalenaowczarek</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/02/04/smierc-autora/#comment-544</link>
		<dc:creator><![CDATA[magdalenaowczarek]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 24 May 2012 16:29:51 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=639#comment-544</guid>
		<description><![CDATA[Obecne czasy przypominają wyścig szczurów. Kto pierwszy, ten lepszy. Weźmy, np. dziennikarzy. Wiadomo, że ten kto zdobędzie jako pierwszy sensacyjnego newsa, będzie cytowany przez innych, czyli będzie autorem. Oczywiście, pomoże mu to w karierze i otworzy drzwi na inne możliwości. 
	W Internecie powstała nowa moda – pisanie blogów. Coraz modniejsze są te o modzie. W związku z tym jawi się pytanie, czy jedna z najpopularniejszych blogerek w Polsce Jessy Mercedes Kirschner jest autorką? Dzisiaj uświadomiłam sobie, że tak. Wystąpiła w porannym programie ( DDTVN ). I dosłownie chwilę później umieściła krótki wpis na Twitterze, a później zamieściła zdjęcie na którym jest ona i prowadząca program na Facebooku. Sama kreuje siebie i jest pierwszą osobą, która umieszcza o sobie wzmianki w Internecie. W tym przypadku, na pewno można mówić o autorstwie w Internecie.
	Ale jak to jest z nami ( studentami )? Przecież każdy z nas napisał pracę licencjacką, w której korzystaliśmy z pozycji bibliograficznych. To, w takim razie, czy jesteśmy autorami? W pewnym sensie tak. Według wymogów praca nie może mieć więcej cytatów od naszych własnych słów. 
 W obecnych czasach jest już tak dużo informacji napisanych, nagranych, czy nakręconych, że ciężko stać się autorem. To co mamy w głowie, to jak mówimy, gdzieś już przecież usłyszeliśmy, bądź przeczytaliśmy. Zgadzam się z Dominikiem, że w cyfrowej kulturze różnica pomiędzy autorem, a odbiorcą zaciera się. Ale wiem, że w tradycyjnym słowie pisanym ( książki, gazety ) autora łatwiej wychwycić i ustalić jego prawa. Może warto by było bardziej sprecyzować przepisy dotyczące praw autorskich. Ja biorąc książkę do ręki nie mam wątpliwości kto jest jej autorem, ale jeśli chodzi o teksty pisane w sieci, to już nie mam takiej pewności.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Obecne czasy przypominają wyścig szczurów. Kto pierwszy, ten lepszy. Weźmy, np. dziennikarzy. Wiadomo, że ten kto zdobędzie jako pierwszy sensacyjnego newsa, będzie cytowany przez innych, czyli będzie autorem. Oczywiście, pomoże mu to w karierze i otworzy drzwi na inne możliwości.<br />
	W Internecie powstała nowa moda – pisanie blogów. Coraz modniejsze są te o modzie. W związku z tym jawi się pytanie, czy jedna z najpopularniejszych blogerek w Polsce Jessy Mercedes Kirschner jest autorką? Dzisiaj uświadomiłam sobie, że tak. Wystąpiła w porannym programie ( DDTVN ). I dosłownie chwilę później umieściła krótki wpis na Twitterze, a później zamieściła zdjęcie na którym jest ona i prowadząca program na Facebooku. Sama kreuje siebie i jest pierwszą osobą, która umieszcza o sobie wzmianki w Internecie. W tym przypadku, na pewno można mówić o autorstwie w Internecie.<br />
	Ale jak to jest z nami ( studentami )? Przecież każdy z nas napisał pracę licencjacką, w której korzystaliśmy z pozycji bibliograficznych. To, w takim razie, czy jesteśmy autorami? W pewnym sensie tak. Według wymogów praca nie może mieć więcej cytatów od naszych własnych słów.<br />
 W obecnych czasach jest już tak dużo informacji napisanych, nagranych, czy nakręconych, że ciężko stać się autorem. To co mamy w głowie, to jak mówimy, gdzieś już przecież usłyszeliśmy, bądź przeczytaliśmy. Zgadzam się z Dominikiem, że w cyfrowej kulturze różnica pomiędzy autorem, a odbiorcą zaciera się. Ale wiem, że w tradycyjnym słowie pisanym ( książki, gazety ) autora łatwiej wychwycić i ustalić jego prawa. Może warto by było bardziej sprecyzować przepisy dotyczące praw autorskich. Ja biorąc książkę do ręki nie mam wątpliwości kto jest jej autorem, ale jeśli chodzi o teksty pisane w sieci, to już nie mam takiej pewności.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Ekologia &#8211; eufemizm klęski ludzkości, którego autorem jest magdatyrka</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/01/23/ekologia-eufemizm-kleski-ludzkosci/#comment-543</link>
		<dc:creator><![CDATA[magdatyrka]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 May 2012 22:29:55 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=589#comment-543</guid>
		<description><![CDATA[Ekologia i bycie eco jest dla mnie absolutnym mistrzostwem jeżeli chodzi o modę, która pojawia się znikąd, bez powodu (przynajmniej dla mnie) i ogarnia tak potworną masę ludzi. Ale absolutną rewelacją jest dla mnie fakt, że idea która zakłada (upraszczając) ratowanie świata na tyle na ile jako jednostka jesteśmy w stanie, pomaganie środowisku i dbanie o to, aby najbliższe nam otoczenie było jak najzdrowsze, jak najbardziej naturalne w ogromnej ilość przypadków, jest sposobem tak naprawdę na &quot;pokazanie/wykreowanie siebie&quot;.Tym samym w ekologii nie fascynuje mnie wiążący się z nią bez wątpienia aspekt ekonomiczny, a zanim polityczny lecz społeczny.

Osobiście, żadna osoba którą znam, a dla której liczy się coś takiego jak autentyczność nie ma nic wspólnego z byciem eco. Zaś każda, która mówi że jest eko średnio martwi się o lasy i umierające misie, ale bardziej przejmuje się tym, czy realizuje wszystkie modowe założenie - te związane z fizycznością jak i ze światopoglądem. Tym sposobem rozmowa o ekologi ma dla mnie zawsze nieco humorystyczny charakter.

Wiadomo, że najwyższym decydentom wprowadzanie ekologicznych rozwiązań jako tych dominujących nie jest na rękę (no ale przecież o tym już było), a rzeczywiście i z przekonania w ruchy proekologiczne stety niestety naprawdę angażują się ci od pikietowania. Bo jak dla mnie, zakręcanie wody podczas mycia zębów eco mnie jeszcze nie czyni.

Skoro samochody są takie złe i większości przeszkadzają to dlaczego oburzeni masowo nie przesiądą się na rowery? Mały gest a jednak jakaś cegiełka do całości. Śmiem twierdzić, że Ci którzy to już uczynili zrobili to raczej z przesłanek ekonomicznych nie zaś ekologicznych, a tych od tych drugich jest naprawdę niewiele. 

Modnie jest być eco. I nawet nie tak trudno bo sporo nam już pomagają  - mam markety (biodegradacyjne opakowania), papierowe oraz parciane torby w każdej Żabce czy Biedronce, papier z recyklingu, orzechy do prania pieluch i inne takie. Ale bycie eco z przekonania - no cóż, z tym już jest u nas nieco gorzej.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ekologia i bycie eco jest dla mnie absolutnym mistrzostwem jeżeli chodzi o modę, która pojawia się znikąd, bez powodu (przynajmniej dla mnie) i ogarnia tak potworną masę ludzi. Ale absolutną rewelacją jest dla mnie fakt, że idea która zakłada (upraszczając) ratowanie świata na tyle na ile jako jednostka jesteśmy w stanie, pomaganie środowisku i dbanie o to, aby najbliższe nam otoczenie było jak najzdrowsze, jak najbardziej naturalne w ogromnej ilość przypadków, jest sposobem tak naprawdę na &#8220;pokazanie/wykreowanie siebie&#8221;.Tym samym w ekologii nie fascynuje mnie wiążący się z nią bez wątpienia aspekt ekonomiczny, a zanim polityczny lecz społeczny.</p>
<p>Osobiście, żadna osoba którą znam, a dla której liczy się coś takiego jak autentyczność nie ma nic wspólnego z byciem eco. Zaś każda, która mówi że jest eko średnio martwi się o lasy i umierające misie, ale bardziej przejmuje się tym, czy realizuje wszystkie modowe założenie &#8211; te związane z fizycznością jak i ze światopoglądem. Tym sposobem rozmowa o ekologi ma dla mnie zawsze nieco humorystyczny charakter.</p>
<p>Wiadomo, że najwyższym decydentom wprowadzanie ekologicznych rozwiązań jako tych dominujących nie jest na rękę (no ale przecież o tym już było), a rzeczywiście i z przekonania w ruchy proekologiczne stety niestety naprawdę angażują się ci od pikietowania. Bo jak dla mnie, zakręcanie wody podczas mycia zębów eco mnie jeszcze nie czyni.</p>
<p>Skoro samochody są takie złe i większości przeszkadzają to dlaczego oburzeni masowo nie przesiądą się na rowery? Mały gest a jednak jakaś cegiełka do całości. Śmiem twierdzić, że Ci którzy to już uczynili zrobili to raczej z przesłanek ekonomicznych nie zaś ekologicznych, a tych od tych drugich jest naprawdę niewiele. </p>
<p>Modnie jest być eco. I nawet nie tak trudno bo sporo nam już pomagają  &#8211; mam markety (biodegradacyjne opakowania), papierowe oraz parciane torby w każdej Żabce czy Biedronce, papier z recyklingu, orzechy do prania pieluch i inne takie. Ale bycie eco z przekonania &#8211; no cóż, z tym już jest u nas nieco gorzej.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Śmierć autora, którego autorem jest magdatyrka</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/02/04/smierc-autora/#comment-542</link>
		<dc:creator><![CDATA[magdatyrka]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 May 2012 21:42:05 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=639#comment-542</guid>
		<description><![CDATA[Zastanawia mnie czy obecnie (kiedykolwiek) w ogóle można mówić o czymś takim jak &quot;zjawisko pojedynczego autora&quot;. Idąc w duchu konstruktywizmy nie robimy (w dużym uproszczeniu) niczego jako indywidualne, kreatywne jednostki ale jedynie powielamy istniejące już schematy zachować, wypowiedzi, sposobów myślenia etc. Tym samym to co mówimy/tworzymy w ogromnej części czerpie z tego, co ktoś już kiedyś nam pośrednio czy bezpośrednio pokazał. 

Autorstwo kojarzy mi się niejako niczym prawo własności. Współczesny sposób komunikowania/tworzenia treści zakłada jednak powszechność, równość i kooperacje (!), co dla mnie osobiście jest zjawiskiem fantastycznym. Jeżeli chcemy mieć coś &quot;swojego autorstwa&quot; proponuję po prostu pisać i wydawać książki na papierze, gdzie na okładce znajdzie się nasze nazwisko i twarz. Internet, czy media społecznościowe nie są &quot;moje&quot; ale &quot;nasze&quot; i w mnogość tkwi ich potęga.

Nie byłabym jednak na tyle odważna, aby powiedzieć że pojęcie &quot;autorstwa&quot; zanika i mamy do czynienia z jego śmiercią. Jedynie definicja ewoluuje, choć i taka masa rzeczy ma wciąż niezmiennie jednego ojca (zakładając, że jest to oczywiście możliwe).]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Zastanawia mnie czy obecnie (kiedykolwiek) w ogóle można mówić o czymś takim jak &#8220;zjawisko pojedynczego autora&#8221;. Idąc w duchu konstruktywizmy nie robimy (w dużym uproszczeniu) niczego jako indywidualne, kreatywne jednostki ale jedynie powielamy istniejące już schematy zachować, wypowiedzi, sposobów myślenia etc. Tym samym to co mówimy/tworzymy w ogromnej części czerpie z tego, co ktoś już kiedyś nam pośrednio czy bezpośrednio pokazał. </p>
<p>Autorstwo kojarzy mi się niejako niczym prawo własności. Współczesny sposób komunikowania/tworzenia treści zakłada jednak powszechność, równość i kooperacje (!), co dla mnie osobiście jest zjawiskiem fantastycznym. Jeżeli chcemy mieć coś &#8220;swojego autorstwa&#8221; proponuję po prostu pisać i wydawać książki na papierze, gdzie na okładce znajdzie się nasze nazwisko i twarz. Internet, czy media społecznościowe nie są &#8220;moje&#8221; ale &#8220;nasze&#8221; i w mnogość tkwi ich potęga.</p>
<p>Nie byłabym jednak na tyle odważna, aby powiedzieć że pojęcie &#8220;autorstwa&#8221; zanika i mamy do czynienia z jego śmiercią. Jedynie definicja ewoluuje, choć i taka masa rzeczy ma wciąż niezmiennie jednego ojca (zakładając, że jest to oczywiście możliwe).</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Społeczeństwo informacyjne a społeczeństwo cyfrowe: definicja, którego autorem jest annachelpa</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/02/20/spoleczenstwo-informacyjne-a-spoleczenstwo-cyfrowe-definicja/#comment-541</link>
		<dc:creator><![CDATA[annachelpa]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 May 2012 20:46:14 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=760#comment-541</guid>
		<description><![CDATA[Postanowiłam odnieść się do tego trochę w odmienny sposób. Warto byłoby się najpierw zastanowić, co to właściwie jest ta definicja. Według mnie jest ona opisem wycinka rzeczywistości i zawiera jedynie ziarnko prawdy. Ludzki sposób poznawania świata oraz orientacji w nim opiera się na jego uproszczeniu. Schematy działania – skrypty według których kategoryzujemy otaczający nas świat, zniekształcają go. Jest to przekleństwo poznania oraz podłoże szaleństwa. Próba opisu tak złożonego konstruktu jakim jest społeczeństwo może okazać się klęską. Definiowanie tak ogromnej różnorodności jaką jest zbiorowość, nawet w ramach określonego pryzmatu, jak i dziedziny jest skazane na niedopatrzenie. Dlatego co do społeczeństwa informacyjnego również uważam, że definicja jest nietrafiona i odnosząc się do tego, co wcześniej napisałam, nawet jeśli zostanie trafnie sformułowana, to na pewno będzie niepełna.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Postanowiłam odnieść się do tego trochę w odmienny sposób. Warto byłoby się najpierw zastanowić, co to właściwie jest ta definicja. Według mnie jest ona opisem wycinka rzeczywistości i zawiera jedynie ziarnko prawdy. Ludzki sposób poznawania świata oraz orientacji w nim opiera się na jego uproszczeniu. Schematy działania – skrypty według których kategoryzujemy otaczający nas świat, zniekształcają go. Jest to przekleństwo poznania oraz podłoże szaleństwa. Próba opisu tak złożonego konstruktu jakim jest społeczeństwo może okazać się klęską. Definiowanie tak ogromnej różnorodności jaką jest zbiorowość, nawet w ramach określonego pryzmatu, jak i dziedziny jest skazane na niedopatrzenie. Dlatego co do społeczeństwa informacyjnego również uważam, że definicja jest nietrafiona i odnosząc się do tego, co wcześniej napisałam, nawet jeśli zostanie trafnie sformułowana, to na pewno będzie niepełna.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Śmierć autora, którego autorem jest askamazik</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/02/04/smierc-autora/#comment-540</link>
		<dc:creator><![CDATA[askamazik]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 May 2012 10:35:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=639#comment-540</guid>
		<description><![CDATA[Wydaje mi się, że we współczesnym świecie człowiek zasypywany jest taką masą informacji, że nie sposób każdemu obejrzanemu filmikowi czy przeczytanemu tekstowi przypisać konkretne autorstwo. O ile oczywiście, tak jak już napisały to moje poprzedniczki, nie jest to dzieło wybitne. Jeżeli czyjaś praca jest świeża, innowacyjna i zaskakująca (bo dzisiaj to chyba czynniki oceniające) to jej autor też zostanie doceniony – tak jak wcześniej już wspomniany CeZik. Jednocześnie zastanawia mnie czy autor w rzeczywistości w której wszystko już zostało wymyślone w dziedzinach humanistycznych może coś „stworzyć”. Myślę, że wszystkie prace powstające współcześnie polegają na przetwarzaniu znaczeń kiedyś już użytych symboli i stanowią brikolaż zaczerpniętych przez autora inspiracji.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Wydaje mi się, że we współczesnym świecie człowiek zasypywany jest taką masą informacji, że nie sposób każdemu obejrzanemu filmikowi czy przeczytanemu tekstowi przypisać konkretne autorstwo. O ile oczywiście, tak jak już napisały to moje poprzedniczki, nie jest to dzieło wybitne. Jeżeli czyjaś praca jest świeża, innowacyjna i zaskakująca (bo dzisiaj to chyba czynniki oceniające) to jej autor też zostanie doceniony – tak jak wcześniej już wspomniany CeZik. Jednocześnie zastanawia mnie czy autor w rzeczywistości w której wszystko już zostało wymyślone w dziedzinach humanistycznych może coś „stworzyć”. Myślę, że wszystkie prace powstające współcześnie polegają na przetwarzaniu znaczeń kiedyś już użytych symboli i stanowią brikolaż zaczerpniętych przez autora inspiracji.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj &#8220;Obawiam się, że obudziliśmy giganta i tchnęliśmy w niego wolę walki.&#8221;, którego autorem jest olamatyja</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/01/23/obawiam-sie-ze-obudzilismy-giganta-i-tchnelismy-w-niego-wole-walki/#comment-539</link>
		<dc:creator><![CDATA[olamatyja]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 May 2012 20:53:18 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=574#comment-539</guid>
		<description><![CDATA[Być może nie doceniam wagi procesu cyfryzacji społeczeństwa, ale według mnie wciąż nie można porównywać poziomu zaangażowania osób protestujących na ulicy z &quot;ładunkiem emocjonalnym&quot; tych, którzy między sprawdzeniem Facebooka a obejrzeniem kolejnego serialu podpiszą się pod wirtualnym wnioskiem lub zamieszczą zjadliwy komentarz. Nic mnie nie przekona, że wykrzyknik na końcu posta ma choć w połowie taką siłę, jak zdanie wykrzyczane pełnym gardłem na manifestacji.

Siła protestów internetowych tkwi przede wszystkim w ich skali. Nie przeczę, że w przyszłości tego typu zachowania będą naprawdę miały wpływ na życie społeczne. Dopóki jednak podejście internautów będzie powierzchowne, a bycie &quot;przeciw&quot; pozostanie kwestią mody, nadal większe znaczenie będzie miało hasło na transparencie i kilka manifestacji w większych miastach niż tysiące komentarzy na profilach polityków i kolejny milion ludzi, którzy klikną &quot;Lubię to!&quot; pod sprzeciwem na Facebooku.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Być może nie doceniam wagi procesu cyfryzacji społeczeństwa, ale według mnie wciąż nie można porównywać poziomu zaangażowania osób protestujących na ulicy z &#8220;ładunkiem emocjonalnym&#8221; tych, którzy między sprawdzeniem Facebooka a obejrzeniem kolejnego serialu podpiszą się pod wirtualnym wnioskiem lub zamieszczą zjadliwy komentarz. Nic mnie nie przekona, że wykrzyknik na końcu posta ma choć w połowie taką siłę, jak zdanie wykrzyczane pełnym gardłem na manifestacji.</p>
<p>Siła protestów internetowych tkwi przede wszystkim w ich skali. Nie przeczę, że w przyszłości tego typu zachowania będą naprawdę miały wpływ na życie społeczne. Dopóki jednak podejście internautów będzie powierzchowne, a bycie &#8220;przeciw&#8221; pozostanie kwestią mody, nadal większe znaczenie będzie miało hasło na transparencie i kilka manifestacji w większych miastach niż tysiące komentarzy na profilach polityków i kolejny milion ludzi, którzy klikną &#8220;Lubię to!&#8221; pod sprzeciwem na Facebooku.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Człowiek w świecie cyfrowym (nowy sposób myślenia) cz. 2, którego autorem jest owczarekmarcin</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/04/11/czlowiek-w-swiecie-cyfrowym-nowy-sposob-myslenia-cz-2/#comment-538</link>
		<dc:creator><![CDATA[owczarekmarcin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 May 2012 20:44:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=928#comment-538</guid>
		<description><![CDATA[Ha, dzięki za wyjaśnienia. Mój syn przyszedł ostatnio do mnie i powiedział, że w Internecie to jest tak i tak napisane. Nie chodzi tutaj o szczegóły, bo tych przykładów jest ostatnio dużo, ale właśnie o zasadę o której piszesz. Już tłumaczę… Ja, ze swoją rodzicielską troską starałem się ów rażący błąd wyprostować. Przekazać synowi prawidłowe informacje. I o zgrozo, napotkałem zdecydowany opór. Teraz już wiem dlaczego (dzięki, choć jestem w lekkim szoku). Otóż Syn, wraz z kolegami, gdzieś w przepastnym Internecie już o tym czytał. Innymi słowy, dokładnie tak jak piszesz, przyswoił wiedzę ad hoc, bezkrytycznie. Przyjął jako pewnik, to co do jego świadomości dotarło jako pierwsze! Moje ojcowskie wyjaśnienia były „drugie”, czyli wg niego były już pozbawione pierwiastka prawdy. Prawda współczesnych czasów uderzyła zatem i mnie boleśnie. Przecież to oznacza, że takie osoby jak ja w oczach najmłodszego pokolenia, nastawionego jednak na szybką informację ( jak widać nie zawsze prawdziwą) tracą swoją reputację. Przestają być wręcz wiarygodne. Bo są ze swoim przekazem drugie… Idąc dalej, ugruntował swoją wiedzę, ponieważ na lekcji informację w Internecie znalazł wspólnie z kolegami, a więc Oni wspólnie posiedli pewną pozorną wiedzę. Łatwo przyszło i już jest. A teraz ja burzę ze swoją poprawką, ten błogi układ. Pojawia się niepewność, że będzie w opozycji do kolegów:
- przecież oni nadal myślą inaczej, więc jak wrócę do szkoły i podzielę się swoimi „nowymi informacjami” w tej sprawie, z pewnością napotkam opór wszystkich. Koledzy raczej na ten temat nie rozmawiali z rodzicami, więc u nich nic się nie zmieniło. Może lepiej nie przyswajać prawdy, o której dowiedziałem się od taty?
Niewiarygodne spłycenie w poszukiwaniu prawdziwej informacji mnie osobiście w tym momencie lekko przeraża.  Młody chce rzeczywiście wierzyć w tą pierwszą informację, którą zresztą sam zdobył. Czyli pojawia się kolejny element. On się wszak napracował. Zapytał pana „Google” i uzyskał odpowiedź. Nawet ją przeczytał. Dlaczego i po co naprawiam rzeczywistość. Dla prawdy? A po co? Przecież to dla mojego syna właściwie błahe i nieistotne. 
	 A dla mnie to kolejny wyłom w schemacie myślenia najmłodszego pokolenia i refleksja jak to szybko się zmienia.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ha, dzięki za wyjaśnienia. Mój syn przyszedł ostatnio do mnie i powiedział, że w Internecie to jest tak i tak napisane. Nie chodzi tutaj o szczegóły, bo tych przykładów jest ostatnio dużo, ale właśnie o zasadę o której piszesz. Już tłumaczę… Ja, ze swoją rodzicielską troską starałem się ów rażący błąd wyprostować. Przekazać synowi prawidłowe informacje. I o zgrozo, napotkałem zdecydowany opór. Teraz już wiem dlaczego (dzięki, choć jestem w lekkim szoku). Otóż Syn, wraz z kolegami, gdzieś w przepastnym Internecie już o tym czytał. Innymi słowy, dokładnie tak jak piszesz, przyswoił wiedzę ad hoc, bezkrytycznie. Przyjął jako pewnik, to co do jego świadomości dotarło jako pierwsze! Moje ojcowskie wyjaśnienia były „drugie”, czyli wg niego były już pozbawione pierwiastka prawdy. Prawda współczesnych czasów uderzyła zatem i mnie boleśnie. Przecież to oznacza, że takie osoby jak ja w oczach najmłodszego pokolenia, nastawionego jednak na szybką informację ( jak widać nie zawsze prawdziwą) tracą swoją reputację. Przestają być wręcz wiarygodne. Bo są ze swoim przekazem drugie… Idąc dalej, ugruntował swoją wiedzę, ponieważ na lekcji informację w Internecie znalazł wspólnie z kolegami, a więc Oni wspólnie posiedli pewną pozorną wiedzę. Łatwo przyszło i już jest. A teraz ja burzę ze swoją poprawką, ten błogi układ. Pojawia się niepewność, że będzie w opozycji do kolegów:<br />
- przecież oni nadal myślą inaczej, więc jak wrócę do szkoły i podzielę się swoimi „nowymi informacjami” w tej sprawie, z pewnością napotkam opór wszystkich. Koledzy raczej na ten temat nie rozmawiali z rodzicami, więc u nich nic się nie zmieniło. Może lepiej nie przyswajać prawdy, o której dowiedziałem się od taty?<br />
Niewiarygodne spłycenie w poszukiwaniu prawdziwej informacji mnie osobiście w tym momencie lekko przeraża.  Młody chce rzeczywiście wierzyć w tą pierwszą informację, którą zresztą sam zdobył. Czyli pojawia się kolejny element. On się wszak napracował. Zapytał pana „Google” i uzyskał odpowiedź. Nawet ją przeczytał. Dlaczego i po co naprawiam rzeczywistość. Dla prawdy? A po co? Przecież to dla mojego syna właściwie błahe i nieistotne.<br />
	 A dla mnie to kolejny wyłom w schemacie myślenia najmłodszego pokolenia i refleksja jak to szybko się zmienia.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Demokracja partycypacyjna &#8211; przyszły model, którego autorem jest askamazik</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/04/29/demokracja-partycypacyjna-przyszly-model/#comment-537</link>
		<dc:creator><![CDATA[askamazik]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 May 2012 10:29:51 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=936#comment-537</guid>
		<description><![CDATA[Zdecydowanie zgadam się z Moniką, pomysł demokracji polegającej na wysyłaniu smsów niesie ze sobą dużo niebezpieczeństw. Chciałabym poruszyć kwestię, która martwi mnie najbardziej. Głosowania sms’owe nie wychodzą nam najlepiej (nam-Polakom), przykład? http://www.youtube.com/watch?v=MIsX5Rh1ktE (Koko Euro Spoko). Każdy moment, kiedy bezpośrednio o czymś decydujemy kończy się kłótniami w mediach, na forach itd.
Z jednej strony demokracja partycypacyjna dawałaby możliwość decydowania o sprawach państwa ludziom inteligentnym i interesującym się dobrem kraju. Z drugiej osobom mniej odpowiedzialnym, którzy np. wysyłaliby smsy „dla zabawy” lub ze złośliwości. Wydaje mi się, że nie dorośliśmy jeszcze do tak dużej wolności a zarazem odpowiedzialności. Szczerze mówiąc nie ufam naszemu społeczeństwu na tyle aby dać mu (jako ogółowi) prawo do decydowania o absolutnie każdej zmianie. Od tego są, a przynajmniej powinni być, ludzie wykształceni i posiadający doświadczenie w tej dziedzinie.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Zdecydowanie zgadam się z Moniką, pomysł demokracji polegającej na wysyłaniu smsów niesie ze sobą dużo niebezpieczeństw. Chciałabym poruszyć kwestię, która martwi mnie najbardziej. Głosowania sms’owe nie wychodzą nam najlepiej (nam-Polakom), przykład? <a href="http://www.youtube.com/watch?v=MIsX5Rh1ktE" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=MIsX5Rh1ktE</a> (Koko Euro Spoko). Każdy moment, kiedy bezpośrednio o czymś decydujemy kończy się kłótniami w mediach, na forach itd.<br />
Z jednej strony demokracja partycypacyjna dawałaby możliwość decydowania o sprawach państwa ludziom inteligentnym i interesującym się dobrem kraju. Z drugiej osobom mniej odpowiedzialnym, którzy np. wysyłaliby smsy „dla zabawy” lub ze złośliwości. Wydaje mi się, że nie dorośliśmy jeszcze do tak dużej wolności a zarazem odpowiedzialności. Szczerze mówiąc nie ufam naszemu społeczeństwu na tyle aby dać mu (jako ogółowi) prawo do decydowania o absolutnie każdej zmianie. Od tego są, a przynajmniej powinni być, ludzie wykształceni i posiadający doświadczenie w tej dziedzinie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Nowoczesna Polska?, którego autorem jest annachelpa</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/03/09/nowoczesna-polska/#comment-536</link>
		<dc:creator><![CDATA[annachelpa]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 May 2012 10:26:49 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=851#comment-536</guid>
		<description><![CDATA[Nowoczesność można rozumieć na rożne sposoby i odnosić ją do różnych wymiarów życia.. Można być nowoczesnym np. poprzez noszenie odjazdowych ubrań, ale to nie znaczy, ze jesteśmy w stu procentach nowocześni, ponieważ możemy mieć bardzo konserwatywne i stare poglądy, które nie mają nic wspólnego z nowoczesnością.
Tak samo opisałabym „nowoczesną Polskę”. Co do kwestii postępu technologicznego, podążania za  nowościami i przyjmowania tego, co daje ten postęp, w pewnym stopniu możemy określić Polskę jako nowoczesną. Jeśli chodzi o to, co coraz bardziej staje się naszym priorytetem, mówię tu o wartościach typu podążanie za karierą, własnym rozwojem, odstawieniem na dalszy plan wartości tj. np. rodzina, itp., także możemy mówić o nowoczesności. Odchodzimy w pewnym sensie od tego, co kiedyś było istotne np. aktualnie dla naszych babć, dziadków. 
Jednak w wielu kwestiach daleko nam do nowoczesności. Weźmy pod uwagę tolerancję, która została wspomniana w jednym z komentarzy. Niestety nadal wyłączając jednostki, daleko nam do narodu tolerancyjnego, szanującego odmienność. Nadal można zauważyć jak wiele osób wgapia się w ludzi czy to niepełnosprawnych, czy też o innym kolorze skóry, często przy tym głupio się śmiejąc. To samo dotyczy kwestii seksualności, homoseksualizmu, religii, które dla wielu ludzi nadal są kwestiami tabu w obawie przed potępieniem ze strony innych. 
Jak widać społeczeństwo polskie jest w wielu wymiarach dalekie od nowoczesności i z pewnością minie jeszcze dużo czasu zanim w pełni będziemy mogli określić się „nowoczesnym narodem”.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Nowoczesność można rozumieć na rożne sposoby i odnosić ją do różnych wymiarów życia.. Można być nowoczesnym np. poprzez noszenie odjazdowych ubrań, ale to nie znaczy, ze jesteśmy w stu procentach nowocześni, ponieważ możemy mieć bardzo konserwatywne i stare poglądy, które nie mają nic wspólnego z nowoczesnością.<br />
Tak samo opisałabym „nowoczesną Polskę”. Co do kwestii postępu technologicznego, podążania za  nowościami i przyjmowania tego, co daje ten postęp, w pewnym stopniu możemy określić Polskę jako nowoczesną. Jeśli chodzi o to, co coraz bardziej staje się naszym priorytetem, mówię tu o wartościach typu podążanie za karierą, własnym rozwojem, odstawieniem na dalszy plan wartości tj. np. rodzina, itp., także możemy mówić o nowoczesności. Odchodzimy w pewnym sensie od tego, co kiedyś było istotne np. aktualnie dla naszych babć, dziadków.<br />
Jednak w wielu kwestiach daleko nam do nowoczesności. Weźmy pod uwagę tolerancję, która została wspomniana w jednym z komentarzy. Niestety nadal wyłączając jednostki, daleko nam do narodu tolerancyjnego, szanującego odmienność. Nadal można zauważyć jak wiele osób wgapia się w ludzi czy to niepełnosprawnych, czy też o innym kolorze skóry, często przy tym głupio się śmiejąc. To samo dotyczy kwestii seksualności, homoseksualizmu, religii, które dla wielu ludzi nadal są kwestiami tabu w obawie przed potępieniem ze strony innych.<br />
Jak widać społeczeństwo polskie jest w wielu wymiarach dalekie od nowoczesności i z pewnością minie jeszcze dużo czasu zanim w pełni będziemy mogli określić się „nowoczesnym narodem”.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj &#8220;Obawiam się, że obudziliśmy giganta i tchnęliśmy w niego wolę walki.&#8221;, którego autorem jest annachelpa</title>
		<link>http://networkeddigital.com/2012/01/23/obawiam-sie-ze-obudzilismy-giganta-i-tchnelismy-w-niego-wole-walki/#comment-535</link>
		<dc:creator><![CDATA[annachelpa]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 May 2012 09:44:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://networkeddigital.com/?p=574#comment-535</guid>
		<description><![CDATA[W jakimś stopniu społeczeństwo na pewno potrafi walczyć o swoje prawa, a w tym celu organizować protesty, jednak nie zawsze. W wielu przypadkach potrafimy jedynie narzekać i mówić o tym, co nam się nie podoba i tak naprawdę często na tym poprzestajemy. Słyszałam mnóstwo wypowiedzi znajomych osób na temat rosnących cen paliwa czy wieku emerytalnego i na tym się kończyło. Wciąż sporo osób nie chce brać udziału w protestach, tak jak w wyborach, bo osoby starsze – twierdzą, że gdzie oni starzy będą chodzić, a młodzi często olewają tego typu sprawy i myślą - po co, skoro na pewno inni tam pójdą. 
Odnosząc się do poprzednich komentarzy, w sprawie ACTA  zaangażowało się sporo ludzi, ale należy podkreślić, że były to osoby szczególnie młode, które nagle poczuły, że ktoś zagraża ich wolności, którą daje im przynajmniej a może jedynie Internet. Jakoś nie zauważyłam, żeby równie ambitnie angażowali się w protesty odnoszące się do innych spraw. Właśnie dlatego również uważam, że protesty w sieci i w ogóle możliwości, jakie daje Internet nagle nie sprawią, że społeczeństwo uświadomi sobie, że ma na coś wpływ.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>W jakimś stopniu społeczeństwo na pewno potrafi walczyć o swoje prawa, a w tym celu organizować protesty, jednak nie zawsze. W wielu przypadkach potrafimy jedynie narzekać i mówić o tym, co nam się nie podoba i tak naprawdę często na tym poprzestajemy. Słyszałam mnóstwo wypowiedzi znajomych osób na temat rosnących cen paliwa czy wieku emerytalnego i na tym się kończyło. Wciąż sporo osób nie chce brać udziału w protestach, tak jak w wyborach, bo osoby starsze – twierdzą, że gdzie oni starzy będą chodzić, a młodzi często olewają tego typu sprawy i myślą &#8211; po co, skoro na pewno inni tam pójdą.<br />
Odnosząc się do poprzednich komentarzy, w sprawie ACTA  zaangażowało się sporo ludzi, ale należy podkreślić, że były to osoby szczególnie młode, które nagle poczuły, że ktoś zagraża ich wolności, którą daje im przynajmniej a może jedynie Internet. Jakoś nie zauważyłam, żeby równie ambitnie angażowali się w protesty odnoszące się do innych spraw. Właśnie dlatego również uważam, że protesty w sieci i w ogóle możliwości, jakie daje Internet nagle nie sprawią, że społeczeństwo uświadomi sobie, że ma na coś wpływ.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

