Wolność w świecie cyfrowym?

Jeden z niezależnych instytutów poprosił mnie o opracowanie memorandum „Wolność w internecie”. W przyszłym tygodniu będę przedstawiał główne tezy. Zgodziłem się, ponieważ dostałem wolną rękę jeśli chodzi o same tezy jak i późniejszy tekst. Przede wszystkim staram się teraz odpowiedzieć na pytanie „Co to jest wolność w internecie?”. Ale chyba najpierw trzeba jednak odpowiedzieć na pytanie czym była wolność w świecie bez internetu (bez technologii ICT)? Jak z perspektywy „świata analogowego” wyglądałaby ocena obecnej wolności internetowej? Jak bardzo, pod wpływem adaptacji naszych postaw, zachowań i przekonań wynikających z wpływu technologii, zrekonfigurowaliśmy nasze myślenie o tym czym jest wolność? Jak bardzo „internet”...

Wyśniony sen Gutenberga

Ile wart jest tekst? Ile warte są słowa? Wartość. Jaka jest wartość tego, co piszemy, co tworzymy, co czytamy? A może wytwarzamy, produkujemy, konsumujemy i przetwarzamy – procesujemy? Tak często i namiętnie toczone są obecnie debaty na temat wartości ekonomicznej treści oraz ich „ochrony”. Co samo w sobie wydaje się dosyć karkołomne, bowiem przed kim mielibyśmy te treści chronić? Przed nami samymi? Koncepcja takiej czy innej restrykcji w dostępie do treści wydaje się z gruntu skazana na porażkę. Jak można zamknąć coś, co z natury rzeczy jest wolne? Myśl jest esencjonalnie wolna. Zastanawiam się czy jesteśmy jeszcze w stanie oderwać...

Definicja cyfryzacji

Czy cyfryzacja jest dobra dla demokracji? Podobno nie mamy wyjścia. Ale czym jest cyfryzacja? Równie dobrze można by zapytać, czym jest demokracja. Choć w tym drugim przypadku pewnie uzyskamy więcej zgody, przynajmniej na poziomie ogólnej koncepcji. Być może cyfryzacja budzi nawet mniej wątpliwości (co poniekąd jest jedną z przyczyn dla których zacząłem niniejsze rozważania). Tylko, czym jest cyfryzacja? Czym cyfryzacja różni się od digitalizacji? I jak, w szerszym kontekście, cyfryzacja ma się do automatyzacji, która zaczyna wypierać mechanizację. Świat nie jest jednowymiarowy, jak chcieliby twórcy modeli socjologicznych. Zwłaszcza w Polsce, podróżując po niej fizycznie, jednego dnia jestem w dużym „centrum”...

Uniwersalistyczna kolonizacja

Usieciowione społeczeństwo to społeczeństwo pewnej ideologii. Ideologii, która odbiera krajom, narodom, regionom własnych obywateli. Konwertuje jednostki poprzez włączanie ich w krąg wartości uniwersalnych. Formalni obywatele wymachujący formalnymi symbolami na formalnych eventach patriotycznych nie są jednak już prawdziwymi obywatelami. Bliżej im do wartości globalnych, uniwersalnych, wyznawanych setki i tysiące kilometrów dalej. Dalej im do drzwi, podwórka, ulicy obok. Tam rozpościera się Ciemnogród, nacjonalizm, homofobia, konserwatyzm, prostota i nieświadomość. Ciemnogród, który członkowie globalnej kultury korporacji rozświetlają przekonaniem o wyższości swoich wartości. Nowi Rzymianie, dla których tubylcy są przydatni dla wypełniania funkcji pomocniczych. Są oni konieczną, nieuniknioną infrastrukturą. Skazaną zresztą na modernizację. Na...

sieciowe czy usieciowione?

Każde ujęcie przynosi pewien dogmatyzm. „Sieciowe (społeczeństwo)” to społeczeństwo ujęte przez pryzmat narzędzi (mierzone np. kolejnymi wersjami software/hardware vide iPhone 3, 4, 5, etc.). Społeczeństwo sieci, to społeczeństwo jakie już znamy, tyle że wykorzystujące do wsparcia procesów społecznych narzędzia ICT (serwisy social networking, to w tym ujęciu „jedynie” systemy CMS do zarządzania naszą własną siecią społeczną, pewnie właściwsza nazwa to Social Network Management Systems SNMS). Sieć (WWW, mobilna, komórkowa, itd.), sieć techniczna, nie rządzi się innymi prawami niż sieć społeczna (kto zatem kogo powołał?). Społeczeństwo usieciowione to spojrzenie, doktryna mówiąca, że społeczeństwo w dalszym ciągu jest w stanie kontrolować narzędzia....

Ideolodzy przyszłości

Oto język ideologii przyszłości, albo kontynuatorów Kuhna: „…jeśli na podstawie określonej teorii sterujesz społeczeństwem, z czasem uznajesz, że jego struktura jest zgodna z teorią. Kiedy koń wierzga uważamy, że to rewolucja. Kumulatywne teorie rozwijane są… ewolucyjnie, poprzez małe, niepostrzegalne modyfikacje, co nie pozostawia żadnego pola czy to dla sprzeciwu, czy dla refleksji. Z drugiej strony, traktując ewolucję jako teorię kumulatywną musimy dojść do wniosku, że jesteśmy obecnie najlepszą dotychczas konfiguracją DNA na Ziemi. Jesteśmy kodem. Dlatego wydaje się, w kontekście tego co już wiadomo o programowaniu społecznym, że każdy typ społeczeństwa, nawet jeśli niewyobrażalny, jest możliwy. Co więcej, dalej będziemy...

Społeczeństwo dada

Słowa zostały już tak zużyte, że napisanie czegokolwiek traci jakikolwiek sens. Być może również stąd, także u mnie, chęć poszukiwania nowego języka i redefinicji znaczeń. Tyle tylko, mam wrażenie, że to już było. To znaczy, jeśli skumulowana wiedza nas czegoś uczy, to właśnie tego, że zmiana języka niczego nie zmienia. Zmienia tylko naszą optykę rzeczywistości, ale nie pogłębia naszego jej rozumienia. Pozostawiając język w spokoju możemy spróbować zmienić struktury, ponieważ zmiana struktur pociągnie za sobą, bez zmiany języka, zmianę znaczeń. I to jest chyba bardziej pociągająca ścieżka (mimo wszystko). Tyle tylko, że język struktur, to również rodzaj języka. Dlatego musimy...

Tak zwany kryzys mediów

Zastanawiając się nad modelem funkcjonowania mediów, a zwłaszcza nad różnicami funkcjonowania mediów instytucjonalnych i mediów społecznych nie sposób uniknąć kwestii reklamy. Zwłaszcza, że znacząca część rozważań na temat mediów w ogóle (w istocie są to niemal wyłącznie rozważania na temat mass mediów) dotyczy ich przekazu, mechanizmów, odbioru czy znaczenia społecznego lub psychicznego, itd. Jednak takie podejście unika traktowania reklamy jako elementu przekazu mediowego. Tak jakby media dla reklamy były jedynie nośnikiem, który jest transparentny z punktu widzenia tworzenia treści, a tym bardziej percepcji odbiorców (mówimy cały czas o mass mediach, zatem pojęcie „odbiorcy” jest tu adekwatne).  Z drugiej strony, z...

Droga „ku” strukturze (mediów społecznych)

Jak zauważył Kuhn, dwujęzyczność ma swoją cenę, ponieważ człowiek dwujęzyczny musi zawsze mieć na uwadze to, w którym języku przebiega dyskurs. Dotyczy to każdego rodzaju języka. Zarówno języka dyscypliny czy specjalności jak i języka określonego paradygmatu. Podobnie zresztą jak klasycznego języka jakim jest np. angielski, łacina czy greka. Zajmując się mediami społecznymi, co wydaje się dosyć „naturalne”, wyszedłem od analizy dwóch składowych tego terminu – mediów i społeczeństwa. Mogłem tego dokonać jedynie w języku tychże dyscyplin (w ramach ich dyskursów). Jednak z góry zdawałem sobie sprawę z czegoś, no co Kuhn stara się również zwrócić uwagę (teraz to zaczynam rozumieć)...

Uniwersalizm jako niekoherencja

Globalizacja podobnie jak uniwersalizacja umieściła nas mentalnie w jednolitym zakresie. Można dyskutować czy lokalność jest składową globalności czy jego antytezą (stąd propozycje koncepcji takich jak glokalność, ang. glocal). W ogóle pojęcie globalności wydaje się użytecznie o tyle, że stanowi pewną kotwicę myślową. Coś, co jest raczej pojęciem łączącym postindustrializm z uniwersalizmem. Globalność jest pewnego rodzaju pojęciowym przedpokojem uniwersalizmu. Globalność nigdy nie istniała, czy może lepiej powiedzieć – nigdy nie zaistniała. Nie oznacza to oczywiście, że nie można uznać jej „wirtualnego powołania” za użyteczne. Nawet, jeśli nie istniała w „rzeczywistości”, to przynajmniej przez chwilę, znaleźliśmy się w niej pojęciowo. A nasze...