Samotność serfa

Przychodzi taki moment, w którym wszystko ci jedno w którą stronę się przemieszczasz, która jest godzina czy w jakim miejscu się znajdujesz. Znajdujesz się w punkcie zero. Cała twoja wiedza staje się bezużyteczna. Jest tylko tu i teraz. Świat jest czymś odległym. Czymś o czym czytałeś kiedyś w książkach. Mglistym odbiciem. Samotność jest punktem w którym przekraczasz granicę oddzielając ja od tego co poza. Stopniowo stajesz się bezradny wobec samego siebie. Bo jest tylko ja. Ostanie ja. Zasypiasz.

Bo transformacja która trwa zbyt długo, przestaje być transformacją. Staje się stale wymazywanym, stale nadpisywanym, stale redundantnym, staje się planowaniem tymczasowości.

Jednak człowiek, biologiczny związek człowieka, w dalszym ciągu oczekuje liniowego świata. Chronologii, rodzinności, hierarchii, pokoleniowości, następstw, ewolucji.

Postęp nie dotyczy człowieka tylko maszyn, robotów i algorytmów.

Tylko roboty dokonały postępu, człowiek nie. Staramy się dorównywać robotom. To one stały się naszymi autorytetami. Roboto-merytokracją.

Merytoryczny związek komputerów tworzy współczesność.

XXI wiek coraz bardziej przypomina kolaż epoki wiktoriańskiej – poczucia kontroli nad życiem, ujarzmienia technologii, zwycięstwa nauki: panowania oraz fermentu weimarskiego odrzucenia tradycyjnych zasad perspektyw i dotychczasowych proporcji, nową rzeczowość, którą umożliwia magiczny wymiar nowych technologii, cynizm pomieszany z ironią, zerwanie z wszelką tradycją, brak jednolitości, skrajny uniwersalizm który godzi wszystko, poszukiwanie adekwatności potrzeb.

Wzorcowy dom szaleństwa Bauhausu kontrolowany przez cyfrowego zimbardowskiego strażnika z idealnym więźniem Ai Weiwei, który żywi się swoimi snami.