Cyfrowy Rōnin

Prekariat to kolejne bezdennie puste słowo, którego kowadło stanowią najróżniejsze hipotezy ekonomiczne, które – podobnie jak cała ekonomia – nie są nauką, ale w najlepszym razie – zbiorem przekonań.

Czymże jest bowiem „prawo pracy” lub „gwarancja zatrudnienia”? Pojęcia te, wymyślone zresztą na gruncie ekonomii, zaprzeczają jej samej. Zaprzeczają paradygmatowi kapitalizmu. Kapitalizm jako taki, rozpatrując go „jakim jest” (jako zbiór luźno powiązany tez) nigdy nie może posługiwać się pojęciem gwarancji. Zresztą nawet samo to określenie (stosowane praktycznie na gruncie kapitalizmu), oznacza nigdy nie więcej niż – gwarancję ograniczoną (czasową, zakresu lub sposobu użytkowania, itp.). Nawet gwarancja wieczysta jest pewną ideą, ponieważ zakłada nie tylne nieoznaczoną żywotność, ale uśrednioną długoterminową użyteczność.

Dlatego, pojęcie prekariat, jest kolejnym sloganem – być może użytecznym i pożytecznym, z punktu wiedzenia zwrócenia uwagi na pewne aspekty współczesności, ale nie mówiącym za wiele o jej istocie. Jest za to niezwykle szkodliwe z punktu widzenia utrwalania przekonania o wiodącej roli ekonomii w rozstrzyganiu problemów świata.

Dlaczego?

Rozpatrywanie współczesnych struktur organizowania się społecznego, z punktu widzenia ekonomii – jest pospolitym błędem, który nie powinien przydarzać się naukowcom. Ekonomia sama z siebie nie jest w stanie wytłumaczyć niczego.

Jeśli przyjmiemy, że dwa konstytutywne elementy rzeczywistości to materia i relacje („zależności” – np. takie jak grawitacja), to okaże się, że ekonomia to jedynie piaskowy zamek, który raz uformowany przetrwa tyle, na ile pozwala mu otoczenie (relacje z „rzeczywistością”). A otoczenie jako takie („fizyczna obiektywność”) możemy tłumaczyć w najlepszym układzie w kategoriach złożoności.

To niezwykle ciekawe,  w jakim stopniu analogie pomiędzy ekonomią a fizyką są na miejscu. Podobnie jak teorie Newtona wydawały się atrakcyjne, ponieważ tłumaczyły, to co najbliższe, podobnie ekonomia sprawdza się w tłumaczeniu ceny mleka, miedzi, czy bitcoin’ów. Niestety w zakresie tłumaczenia relacji tych trzech ekonomia jest bezradna.

To samo zaczyna dotyczyć chyba Wikipedii, która podając niepełną definicję, w istocie uczestniczy w ekonomii rynków informacyjnych. Nie jest zatem obiektywna. Wikipedia kończy się moralnie. Przesadnie wysokie pozycje Wikipedii w wynikach wyszukiwania Google też nie są przypadkiem. W ewidentny sposób Google premiuje Wikipedię w swoich wynikach wyszukiwania (tak na marginesie – listek figowy „don’t be evil” został porwany przez tajfun uberonomii [margines nr 2 – tylko programiści chyba dalej wierzą w to, że misję firmy można definiować w oparciu o pojęcia „dobra” i „zła”, co tylko potwierdza tezę o jednokierunkowości takiego sposobu kształcenia]). Kto bowiem szuka dzisiaj informacji w Google?

Tylko nieświadomi.

Samoorganizacja i samokonstytucja, także w części dotyczącej usieciowienia.

Nie wiem jeszcze jak „to” nazwać.

Bezpaństwowość, bezpańskość  – człowiek fala, punkt falowy.

過年度生

[rōnin is a student who has failed and consequently is studying outside of the system for entrance in a future]