Internet jako instytucja totalna

Przechodzimy od świata abstrakcji do świata kwantyfikacji. Od świata losu do świata algorytmu. Od świata woli do świata kontroli. Od świata zwierzęcego do świata maszynowego. I być może to opóźnienie wynika nie tyle z możliwości wyobrażenia sobie takiej czy innej mechaniki uznawanej za rzeczywistość, ile z możliwości ucieleśniania uznawanego. Z możliwości, zdolności i potrzeby programowania. I nie chodzi tu o analogię internetu do teatru (zresztą ta analogia jest już nietrafiona, ponieważ nawet teatr nie jest już teatrem, tylko wyobrażeniem wyobrażenia). Internet w tym znaczeniu nie jest „siecią” czy protokołem, ale ramą społeczną – „frameworkiem”. Jest rodzajem instytucji totalnej, a raczej jest mentalnym gorsetem podtrzymującym wiotkość ciała będącego nosicielem autonomicznego kiedyś człowieka.

Dyskulturacja, do jakiej prowadzi oddanie się logice instytucji internetu, prowadzi (paradoksalnie) do wdrażania logicznej kultury konkretu do świata, z którego pierwotnie wkroczyliśmy do środka. Tyle, że dotychczasowy „wirtualny świat” stał się na tyle dominujący, że uznaliśmy go za normę. Jesteśmy mieszkańcami na tyle długo, że nie tylko nie potrafimy działać już na „stary” sposób, ale przede wszystkim – nie chcemy. Realne jest już na tyle inne, że także traktujemy je jak totalne. Wydaje się, że fizyczna rzeczywistość powoli staje się aspektem wirtualności. Powoli przestajemy pojmować pełne znaczenie bycia wewnątrz lub na zewnątrz. Nie rozumiemy już, co to znaczy wyjść i wejść do tych typów rzeczywistości. Oznacza to permanentny stan napięcia pomiędzy tymi dwoma totalnościami.

Internet wymaga od nas nieustannego, świadomego wysiłku pozostawania „online”, co można przyrównać do faz czuwanie/aktywność-sen. Bycie dostępnym dla natychmiastowej, nieoczekiwanej i osobistej komunikacji jest odpowiednikiem nieustannego napięcia związanego z nasłuchiwaniem kroków strażnika (np. więziennego), nieuświadomionym odruchem „czytania otoczenia” pod kątem potencjalnych zdarzeń.

Kolejnym ciekawym aspektem totalizacji jest „demokratyzacja”, która przybiera charakter budowania wspólnej opozycji wobec „systemu” bez względu na grupę społeczną („kultura internetowa”) i tego jak definiujemy „system”. Ta kontrmoralność wynikająca z przeświadczenia o istnieniu „moralności” staje się istotnym spoiwem unifikującym (anomizującym). Wizja świata jest zwykle zależna jedynie od przyjętych strategii adaptacji (od ”mam konto na Facebooku, ale nie korzystam” do „co w tym złego, że sprawdzam statusy w telefonie kiedy chcę?”). W tym kontekście „personalizacja” oznacza sprowadzenie człowieka do wymiaru danych, dostępnych metod kształtowania postaw. Wirtualizacja to zastąpienie człowieka, jego obrazem, tablicą w bazie, „kartoteką”, w której niektóre pola, choć już przewidziane dla nas, wciąż pozostają niewypełnione lub – coraz częściej – posiadają status 0/1.

Wątek uniwersalizacji wydaje się niezwykle ciekawy. Zwłaszcza w odniesieniu do teorii instytucji totalnych. Nadrzędną funkcją internetu jest bowiem unifikacja i zrównanie w prawach. Od chwili przekroczenia wirtualnych drzwi, wszyscy bez względu na wcześniejsze doświadczenia i status stają się „użytkownikiem” o zestandaryzowanych prawach i obowiązkach. Z czasem mogą oczywiście w zamian za określone postawy nabywać określone „przywileje” lub przesuwać się w górę „hierarchii”.

Dlatego media zakładu nazywanego „Internet” skupiają się na przedstawianiu w nim relacji z wizyt „poza” lub raczej odwróconej już logiki – z wizyt „tam” z całym arsenałem „dziwności” świata rzeczywistego lub wyśmiewaniem zachowań niepasujących do ustalonego obrazu pożądanej rzeczywistości. Komunikacja odgrywa istotną rolę ceremonialną. Przy czym ważniejszy jest sam fakt komunikacji niż jej treść, ponieważ sama komunikacja ma niemal wyłącznie charakter retoryczny. Jej celem jest raczej dostarczanie obrazu „normalności” niż jakiejkolwiek treści. Z tego względu „wewnętrzne media internetu” mają dwojaki charakter. Z jednej strony prezentują dowody partycypacji mieszkańców i stanowią ekwiwalent życia publicznego. Informacje zamieszczane na tablicy dotyczą bieżących wydarzeń o niewielkim znaczeniu. Ich celem jest jednak wskazywanie lokalnego, rodzinnego charakteru instytucji poprzez podkreślanie takich wydarzeń jak urodziny i inne wydarzenia społeczne oraz wszelkich aspektów nastawionych na podkreślanie solidarności pomiędzy „użytkownikami”. Drugim wymiarem aktywności mediowej jest indywidualna partycypacja użytkowników, którzy starają się wyrażać własną interpretację rzeczywistości internetowej, w tym dokumentują proces własnej przemiany duchowej, głównie poprzez pochwałę wybranych aspektów świata cyfrowego.

Analogie do instytucji totalnej są oczywiście o tyle nietrafione, o ile w ogóle pojęcie „instytucji” czy „społeczeństwa” w dalszym ciągu może być utrzymywane. Dlatego wolę określenie „framework”, który znacznie lepiej oddaje kwestię rekonfiguracyjności oraz korzystanie z gotowych komponentów (np. kulturowych). Internet to rodzaj doktryny społecznej zmierzającej do uniwersalizacji człowieka i zamiany jego aktywności na dane.