Nauka czy przyuczanie?

To rozróżnienie pozwala mi lepiej odnaleźć się w coraz bardziej dywergentnej sytuacji nauki (edukacji? dydaktyki? badań?). Zresztą bez względu na zastosowane etykiety, wspomniana dywergencja jest odczuwalna intuicyjnie.

Nauka, rozumiana idealistycznie powinna dążyć do własnych celów. Nauka, rozumiana idealistyczne, może przyjmować cele spoza swojej sfery, ale powinna je krytycznie weryfikować. Oczywiście, na poziomie bardziej pragmatycznym, nauka idalistyczna może dokonywać kompromisów. Jednak kompromisów nie na poziomie celów, ale kalkulacji. Świadomego rozróżnienia tego, co realizuje z własnych pobudek, a co z pobudek samozachowawczych i zarządzać tym poprzez proporcje wysiłków kierowanych na poszczególne obszary. Innymi słowy – nauka, podobnie jak media w społeczenstwie (idealizm) ma pełnić określoną rolę, postawioną chyba trochę wyżej – bo na poziomie cywilizacyjnym (wiara w „ostateczną obiektywność”).

Ten problem nie jest nowy, bowiem już Einstein zwrócił uwagę, że „trudno jest znaleźć naukowca, któremu ktoś nie płaci”. Nawet państwo, czyli w praktyce – politycy, realizujący w danym momencie określony program polityczny. Tutaj sytuacja nie wydaje się tak skomplikowana. Prawica wspiera badania historyczne, lewica społeczne, a technokraci – cyfryzację (ekonomię).

Natomiast, gdy nauka zaczyna wytwarzać kandydatów na rynek pracy to jest to już przyuczanie. Tak zwane kierunki praktyczne nie mają uczyć myślenia, ale działania. Działania w znanych warunkach. Ma to podwójny wymiar. I wcale nie chodzi mi tutaj o „wyższość” czy „niższość” takiego czy innego podejścia, ale raczej konsekwencje. Jeśli bowiem zastanowić się nad celami uczenia się – to powinno ono służyć zbudowaniu zdolności poznawania ideii, które pomagają zrozumieć własne życie i świat. Przyuczanie natomiast służy poznaniu faktów, nabyciu kwalifikacji i zdolności do rozrywki (określonej kompetencji kulturowej) czyli umiejętności regeneracji po skutecznym wykorzystaniu kwalifikacji w pracy.

Różnica jest taka, że jeśli człowiek rozumie, to ma poczucie uczestnictwa. Jeśli tylko zna fakty posiada co najwyżej złudzenie uczestnictwa i nie jest zdolny do redefinicji. Zatem przyuczanie prowadzi do tworzenia społeczeństwa wysoko wykwalifikowanych jednostek i grup, które są niezdolne do zakwestionowania ram im wyznaczonych. W tym – w przypadku nauki jako dziedziny – do weryfikacji celów jakie powinna sobie stawiać nauka jako taka.

Napisałem trochę więcej na ten temat, po tym twicie:

nauka czy przyuczanie przez całe życie?

twitter.com/networked_d

@władza sieci „…standardy, które umożliwiają globalną koordynację (…) mogą doprowadzić do eliminacji alternatyw umożliwiających zborowości dokonywanie wolnego wyboru.”

@kapitalizm nowego typu; przekształcenia rynku pracy „…tradycyjni pracownicy muszą być gotowi dostosować [stale przyuczać się?] się do potrzeb przedsiębiorstwa sieciowego >>w przeciwnym razie będą zastąpieni przez maszyny lub alternatywną siłę roboczą.<<”