Definicja cyfryzacji

Czy cyfryzacja jest dobra dla demokracji? Podobno nie mamy wyjścia. Ale czym jest cyfryzacja? Równie dobrze można by zapytać, czym jest demokracja. Choć w tym drugim przypadku pewnie uzyskamy więcej zgody, przynajmniej na poziomie ogólnej koncepcji. Być może cyfryzacja budzi nawet mniej wątpliwości (co poniekąd jest jedną z przyczyn dla których zacząłem niniejsze rozważania). Tylko, czym jest cyfryzacja? Czym cyfryzacja różni się od digitalizacji? I jak, w szerszym kontekście, cyfryzacja ma się do automatyzacji, która zaczyna wypierać mechanizację. Świat nie jest jednowymiarowy, jak chcieliby twórcy modeli socjologicznych. Zwłaszcza w Polsce, podróżując po niej fizycznie, jednego dnia jestem w dużym „centrum” obliczeniowym, które przetwarza miliardy „operacji” „wykonywanych” przez ludzi rozproszonych po całym świecie, odwiedzam halę dystrybucyjną z pełną automatyką przemysłową, w której ludzie są już dodatkiem do maszyn. Z drugiej strony za oknem można zobaczyć człowieka, idącego po polu za koniem, który w dalszym ciągu wykorzystuje technologię tak starą jak cywilizacja. W tym czasie jego dzieci uczą się w szkole o digitalizacji, za chwilę zapewne z „cyfrowego elementarza”.

Dlatego właśnie pytanie o demokrację nie jest być może tak istotne (patrz wpis „ICT i wizje demokracji”), jak pytanie o nas. Pytanie o to, jakimi ludźmi stajemy się dzięki kolejnej zmianie percepcji świata. Percepcji, jaką przynosi nam zmiana systemu wartości uwarunkowana tym, cyfrowym, specyficznym wymiarem narzędzi. Cyfrowym wymiarem nas. Zanim jednak zaczęliśmy się cyfryzować, a z czasem zaczniemy wirtualizować, rozpoczęliśmy procesy digitalizacyjne.

cyfryzacja_artificial_reflexivity

Digitalizacja to przede wszystkim zmiana formy. Przedzierżgnięcie się rzeczywistego, fizycznego świata, jednego lub wielu jego składników, w cyfrowy „odpowiednik”. [opisać problem desygnatów]. Digitalizacja z punktu widzenia ekonomii, to większa ergonomia (łatwość, szybkość dostępu, propagacji) i oszczędność „przestrzeni”. O jakiej jednak przestrzeni mówimy? Czy w odniesieniu np. do „pamięci” dyskowej możemy mówić o pamięci rozumianej na nasz, ludzki sposób? Czy to ta sama przestrzeń? Podobnie w odniesieniu do czasu. Jaką rolę w procesie propagacji informacji odgrywa szybkość rozprzestrzeniania się? Czy życie w świecie, w którym nie występują opóźnienia, w świecie natychmiastowości, jest inne? W jakim wymiarze? Jak na nas wpływa natychmiastowość wszystkiego? Czy dzięki takim rozwiązaniom jak Oculus będziemy mogli każde nasze marzenie zaspokoić zmysłowo w sekundę, milisekundę? Czy wirtualność zacznie antycypować nasze myśli? Czy to, co pomyślimy, stanie się wirtualnie rzeczywiste w taki sposób, że nie tylko – nie będziemy w stanie tego „odróżnić”, ale faktycznie będzie dla nas rzeczywiste? Świat natychmiastowości, to świat automatów. Świat braku refleksyjności.

Dlatego właśnie digitalizacja nie jest tak trywialnym zagadnieniem. Nie można problemu digitalizacji sprowadzić do kwestii „archiwizowania”. Jeśli rzeczywiście odnosić się do kwestii procesowych, jakie dzięki digitalizacji stają się udziałem człowieka, to w istocie kluczowe staje się nie powołanie, ale propagacja cyfrowych „kopii”. Kopii, które w istocie nie są kopiami, ale przybliżeniami, wyobrażeniami, obrazami, emanacjami na tyle szczegółowymi, że mogą uchodzić za kopie, a nawet przedmioty rzeczywiście właściwe (same w sobie).

Digitalizacja nie jest wprowadzaniem do pamięci komputerów tradycyjnych materiałów. Digitalizacja jest zmianą formy tych treści. Digitalizacja to zmiana. Digitalizacja to tłumaczenie z języka człowieczego na język maszynowy. Digitalizacja to zmiana języka. A każda zmiana formy przynosi zmianę treści. Zresztą, narodziny cyfrowego alter ego to początek szerszego, bo właściwie potencjalnie nieskończonego procesu jego poszerzania. Rozszerzania rodzącej się wirtualnej rzeczywistości, w której sami ustalamy elementarne granice, takie jak poziom szczegółowości tego świata. Jego rozdzielczość. Digitalizacja sprawia, że świat będzie relatywizowany, ponieważ przestaniemy posługiwać się ideą skończoności i trwałości. W pewnym sensie oznacza to zerwanie z nowożytnością jako systemem ontycznym. Niepewność granic, zacieranie się różnic, to wszystko wpisuje się w koncepcje uniwersalistyczne. Pozorna jednolitość uniwersalistyczna oznacza jednak spójność nawet sprzecznych treści. Jeśli bowiem wszystko jest możliwe, to nic nie jest pewne. Wszystko jest rekonfigurowalne.

Poszerzanie każdej cyfrowej emanacji dokonuje się poprzez dołączanie do niej metadanych. Metadane mogą istnieć niezależnie od digitalizacji. Dlatego właśnie rozważania o digitalizacji należałoby rozszerzyć o problem metadanych przypisanych do istniejącej już cyfrowo „kartoteki”. Przedmioty, ludzie, miejsca, wydarzenia – wszystko to, co, choć nie zawsze jest zdigitalizowane, najczęściej posiada już swoją kartotekę cyfrową z metadanymi zawierającymi np. opinie, obrazy, notatki, tagi i wiele innych informacji. Restauracja czy uczelnia posiada już, najczęściej jeszcze rozproszone kartoteki, do których dołączone są, jeszcze niespójne, metadane. Nasze awatary w serwisach społecznościowych są już wyposażone w metadane. Znajomi kategoryzują nas w grupach, kręgach, listach, dodają do ulubionych. Wszystko to są metadane odnoszące się do nas samych. Pomimo tego, że nie posiadamy jeszcze „łudząco” podobnej kopii wirtualnej. Choć, być może i to będzie możliwe już wkrótce. Dzięki wirtualnym technologiom emulującym przestrzeń stanie się możliwe wielowymiarowe skanowanie człowieka, wraz z głosem, charakterystycznym językiem ciała, i wszystkim tym, co nasza indywidualność przejawia przez nasze ciała działając na zmysły innych. Zanim jednak do tego dojdzie warto zadać sobie pytanie, czy na wzór „prawa do zapomnienia” będziemy musieli zacząć walczyć również o „prawo do zapomnienia metadanych”?

Dzisiejsza digitalizacja dopiero się konstytuuje. Jest digitalizacją selektywną, która koncentruje się przede wszystkim na próbach zachowania w formie cyfrowej tego wszystkiego, co wydaje się nam wartościowe z dzisiejszego punktu widzenia. Innymi słowy – digitalizując obiekty fizyczne skupiamy się na tym, co jest zgodne z bieżącym systemem wartości. Digitalizujemy obecny system wartości, który niekoniecznie jest zgodny z tym, co może być uznane za wartościowe z punktu widzenia przyszłości. Pomimo tego, że zdajemy sobie sprawę, iż to, co wydawało się wartościowe z punktu widzenia epoki historycznej, często nie jest tak oceniane przez nas samych. Dlatego jeśli w ogóle można mówić o paradygmacie digitalizacji archiwizacyjnej powinien on być nakierowany na całą współczesną obiektywność. Digitalizując „to, co wartościowe” jesteśmy kuratorami teraźniejszości względem przyszłości. Dokonujemy digitalizacji selektywnej. W tym sensie przyszłość jest częścią teraźniejszości.

Digitalizacja to zmiana treści. A to oznacza, że nawet, jeśli zachowamy „to, co jest”, z punktu widzenia przyszłości teraźniejszość nigdy nie będzie tym samym, „co było”. Co więcej, zawartość metadanych może całkowicie zmienić integralność fizycznego wzorca. Digitalizacja i w ogóle cyfrowa rzeczywistość przynosi zatem problem oryginalności. Pisałem kiedyś o tym, że „to, co znajdzie się w internecie przestaje być oryginalne”. Cyfrowa emanacja, zaczyna swoje własne życie. Może być poszerzana o interpretacje i konteksty. Co w przypadku obiektów, dla których forma związana jest z treścią lub forma komunikuje treść, może oznaczać zmianę treści lub niezgodność z kontekstem współczesności, oznacza fałsz.

Digitalizacja to nie tylko tłumaczenie na język komputera. To zmiana języka. To przejście od wielu języków (dźwięk, obraz, słowo, tekst, przestrzenność, ruch, ulotność, itd.) do jednego języka. To wirtualizacja wielu języków w jeden. Uniwersalizm komunikacyjny. Digitalizacja to standaryzacja języka. Obecnie jest to jednak wciąż nowy język, którego się dopiero uczymy. Sprawia to, że narażeni jesteśmy na błędne interpretacje i popełnianie błędów.

Jednak digitalizacja zakłada jeszcze, w odróżnieniu od cyfryzacji, przynajmniej czasową równoległość języków. Zdigitalizowane treści pozostają jeszcze przez jakiś czas w swojej podstawowej, pierwotnej i niezbywalnej formie. W tym sensie, są w dalszym ciągu dostępne dla człowieka. Człowieka nieuzbrojonego w narzędzia. Człowieka, który wyłącznie za sprawą swoich zmysłów jest w stanie odbierać rzeczywistość. Z cyfrowymi obrazami rzeczywistości jest już inaczej. Nie mamy do nich dostępu bez pośrednictwa narzędzi. Z „dobrodziejstw cyfrowego świata” możemy korzystać jedynie za pomocą komputerów. Zatem jest to rzeczywistość zapośredniczona. Jeśli podążymy taką ścieżką będzie to oznaczać cyborgizację ludzkości.

W kontekście powyższego, digitalizacja jest elementem rekonfiguracyjnego okresu kulturowego, a co za tym idzie, także społecznego. Wprowadza nas na drogę do jednego, uniwersalnego społeczeństwa cyfrowego. Posługującego się jednym, uniwersalnym, maszynowym językiem. Językiem, którym będziemy się komunikować nie tylko pomiędzy sobą, ale także z maszynami. Podobnie jak maszyny już porozumiewają się pomiędzy sobą („machine to machine communication” lub też bardziej swojska „interoperacyjność”), czego zdajemy się, na co dzień nie dostrzegać.

Digitalizacja to na razie reprezentacja rzeczywistości, a nie rzeczywistość sama w sobie. To kolejny rodzaj reprezentacji rzeczywistości. Digitalizacja to nie tylko przetwarzanie danych, ale retworzenie danych. Digitalizacja to zastąpienie logiki ciągłości logiką impulsów. Ciągłość czasu zastępowana jest ciągiem liczb. W tym sensie rzeczywistość, jako całość, a więc zawierająca także swoją cyfrową emanację-nie-będącą-emanacją, zaczyna przypominać dualizm korpuskularno-falowy. Digitalizacja wprowadza, zatem nawet dosłownie, kwantyzację. Tworzy świat małych paczek, małych pakietów. Wystandaryzowany świat, w którym precyzyjniej oddaje się funkcje o mniejszej zmienności. Digitalizacja jest rekonstrukcją. Wprowadzeniem do wirtualizacji.

Digitalizacja tworzy cegły wirtualnego domu.

Wirtualizacja występuje wtedy, gdy kulturowo zaczynamy akceptować cyfrowe odwzorowanie rzeczywistości. Wirtualizacja to powołanie rzeczywistości faktycznie abstrakcyjnej. Wirtualizacja to świat skończony, albo tak skończony jak tego zapragniemy.

second_life

„Second Poland”, 2008.

Technologie cyfrowe to nie to samo, co cyfryzacja. Cyfryzacja, w odróżnieniu od pochodzącego od angielskiego „digital” terminu „digitalizacja”, ma wymiar holistyczny. Posiada także cechy doktryny. Cyfryzacja to łączne określenie na komputeryzację, informatyzację i usieciowienie. Cyfryzacja jest, zatem terminem konstytuującym multidyscyplinarną dziedzinę rozważań. Pomiar cyfryzacji odbywa się nie poprzez nasycenie narzędziami (hardware, software, infrastruktura sieciowa), ale stopniem społecznej adaptacji akceptacji tych narzędzi. Cyfryzacja to depapieryzacja i dehumanizacja – komputerokracja.  To także pozbawienie losowości, przynajmniej w takim zakresie, w jakim do tej pory ją znaliśmy. Cyfryzacja oferuje nam w ten, czy w inny sposób zaprogramowaną rzeczywistość. Programowanie społeczne. Cyfryzacja to uniwersalizm technologiczny, a nie uniwersalizm społeczny. Przynajmniej na razie.

Usieciowiona cyfryzacja – wirtualizacja, to coś więcej, niż nasze zmysły. Nieświadomie są w stanie dostarczać mózgowi danych, które sugerują, że mamy kontakt z rzeczywistością, podczas gdy faktycznie tak nie jest. To prawdziwa twarz wirtualizacji, nie tej uświadamianej, ale rzeczywistej. Dopóki, bowiem mówimy o „wirtualnych światach” czujemy się bezpiecznie, ponieważ wydaje się nam, że oswoiliśmy wirtualność. Jednak z chwilą, gdy nasze zmysły biorą wirtualność za rzeczywistość podmiotem staje się maszyna a nie człowiek, ponieważ to „komputer” stwarza świat faktyczne rzeczywisty.

Cyfryzacja jest ograniczeniem człowieka. Cyfryzacja zakłada nie tylko wielowymiarową standaryzację (jak ją pogodzić z wizją różnorodności?), ale oferuje nam świat skończony. Świat skończonych informacji. Świat przetwarzany a nie świat przeżywany. Ta refleksja jest przynależna bardziej filozofii niż nauce. Choć właśnie w takim właśnie świecie nie ma już miejsca dla filozofii. Nie ma miejsca na pytania.