Swoboda przedziału ufności

Od jakiegoś czasu staram się odgmatwać poszczególne wizje, programy i koncepcje związane z pojęciem czy też wyobrażeniem tego, czym jest społeczeństwo. Być może częścią tego zagadnienia jest w ogóle niska zdolność samej nauki do uspołecznienia samej siebie? Pomijając własny język czy też języki, nauka – co być może powinno stać się częścią moich rozważań – posługuje się komunikacją instytucjonalną, w tym mediami instytucjonalnymi (książki, czasopisma). Aspekt ten wydaje się oczywiście całkiem przeciwnym końcem kija niż pytanie „czym jest społeczeństwo” (choć tutaj ten koniec kija tworzy raczej rozgałęziający się baobab). Mimo wszystko jednak, pomijając wymogi samego procesu naukowego i związane z tym zalety wykorzystania do tego celu mediów instytucjonalnych, istnieją też pewne wady – jak choćby brak spontaniczności, kontekstu, czy właśnie społeczności. Oczywiście w literaturze bardzo często można się zetknąć z określeniem „społeczność naukowa”, ale wydaje się wysoce wątpliwe aby termin ten oddawał rzeczywistego ducha tego, co mam na myśli.

Podobnie można podejść do samej próby zrozumienia terminu „społeczeństwo”. Wydaje mi się, że wychodząc poza słowa i znaczenia ujęte w tekście można zaproponować pewien dualizm (trochę na zasadzie dwóch logik społeczeństwa Castellsa). Po pierwsze silnie dominującą anglosaską wizję społeczeństwa, jako społeczeństwa obywatelskiego (cywilnego), społeczeństwa obywateli oraz wizję „europejską” – społeczeństwa politycznego. Choć obie te koncepcje mają strukturalistyczny charakter podstawową ich różnicą jest to, że definiowanie społeczeństwa „na wzór anglosaski” wydaje się dokonywać poprzez procesy (np. partycypacja), a definiowane „na wzór europejski” odbywa się poprzez treści/zawartość (np. nacjonalizm).

Oba te ujęcia kończą na „strukturze”, przy czym każda struktura (każde uporządkowanie) komunikuje określoną treść. Samo słowo struktura jest zresztą niezwykle pojemne. Wydaje się jednak, że czym innym jest struktura będąca wynikiem wyobrażającym społeczeństwo procesowe (algortymiczne), a czym innym struktura wyobrażająca społeczeństwo treści, społeczeństwo lokacyjne (katalogowe). Stąd być może problematyczność interpretacji różnych modeli społeczeństwa na gruncie mediów społecznych. Społeczeństwo lokacyjne rozumie i definiuje siebie poprzez prostolinijność (np. lewica-prawica), aby w ten sposób określać swoje aktualne położenie. Nie jest to struktura zakładająca a priori centrum, ale w efekcie staje się strukturą posiadającą oś, chciałoby się powiedzieć oś symetrii (analogie do starożytnego ujęcia świata są aż zanadto widoczne). W tym kontekście struktura nowożytna jest strukturą sporu, strukturą krytyczną.

Struktura procesowa, nazwijmy ją wyprzedzająco „industrialna” (z punktu widzenia struktury nowożytnej należałoby ją nazwać „strukturą kapitalistyczną”) zakłada rozwój. Opisuje ciąg zmian prowadzących do nowego, lecz nieznanego stanu. Jest strukturą postępową. Wydaje się, że struktura procesowa nie „myśli” w kategoriach celu. Nawet jeśli pozornie jest nim „demokracja”, to jednak jej rozumienie jest mniej restrykcyjne, niż rozumienie „demokracji” dla struktury nowożytnej (oś symetrii vs. „zobaczymy co jest za następnym rogiem”). Przy czym z anglosaskiego punktu widzenia strukturę nowożytna należałoby nazwać „osią dobra”.

Obie struktury mają charakter ideologiczny i zdają się wyrażać sprzeczność potocznie emanującą się w zestawie globalność/lokalność. Przy czym wydaje się również, że struktura industrialna ma charakter idealistyczny (można mówić o tym, co będzie w przyszłości – ideologia postępu), a nowożytna pragmatyczny (można mówić o tym dokąd udało nam się dojść – ideologia samoświadomości). Tym samym dochodzimy do przedziałowej koncepcji społeczeństwa, która zdominowała rzeczywistość. Wszystko, co mieści się pomiędzy granicami wyznaczonymi z jednej strony przez ”postęp” a z drugiej przez „słuszność” mieści się wewnątrz jakoś-tam-rozumianej koncepcji społeczeństwa.

Media społeczne w ostatecznym rozrachunku mogą postulować coś, co można by uznać za „społeczeństwo społeczne” (każdy ma rację, ale wszyscy się mylą), bowiem poszukiwanie dzisiaj „społeczeństwa” jest równie zasadne co poszukiwanie „państwa” lub „gospodarki”. Wydaje się, że terminy te przynależą w ogóle do innego rodzaju rozważań.

[aktualizacja]: Dobrą, czy wręcz modelową, ilustracją myślenia osiowego vs. myślenia procesowego jest poniższa debata zilustrowana, dosłownie „osiowo” z Brussels Forum.