Społeczna osobliwość

Pół roku temu pisałem o przemianach związanych z adaptacją nowych sposobów utrwalania wiedzy. Cykl ten nie został dokończony z braku czasu. Teraz dorzucę do tego tematu kilka kwestii.

Pierwszym, jak się wydaje wartym odnotowania spostrzeżeniem jest, że kultura słowa pisanego (edukacja, nauka i wiedza oparta na słowie pisanym) jest przedstawiana w debacie na temat przemian cywilizacyjnych wyłącznie w pozytywnym świetle. Internet, nośniki cyfrowe czy „kultura obrazkowa” są uznawane za mniej wartościowe systemy (transmisji) wiedzy. Jak już wspominałem wcześniej, wiedza przekazywana za pomocą pisma, zwłaszcza w formie książek, charakteryzuje się precyzją, szczegółowością i jednoznacznością. Upowszechnienie się druku doprowadziło do popularyzacji i rozwoju wiedzy, a w efekcie do rewolucji przemysłowej. Z tej perspektywy pismo jako takie, wydaje się być słusznie uznawane za pozytywny i wartościowy wytwór cywilizacji.

Jeśli jednak przyjmiemy, że obecnie znajdujemy się w schyłkowym okresie dominacji systemu piśmiennego (na co wskazuje zmniejszający się udział czytelnictwa książek w całości konsumpcji przekazów informacyjnych) pozwoli nam to spojrzeć inaczej na zachodzące obecnie przemiany. Zapominamy bowiem, że poza dystrybucją wiedzy pismo przyniosło ze sobą również kulturę biurokracji, która stanowi dzisiaj jeden z ważnych czynników hamujących postęp społeczny. Głębokie ukształtowanie współczesnego człowieka w oparciu o system piśmienny doprowadziło do tego, że nie potrafimy wyjść poza ten sposób społecznego funkcjonowania (przynajmniej od pokolenia X wzwyż). Nieadekwatność analogowego systemu ma bezpośredni związek ze skokowym wzrostem liczby ludności na świecie, a co za tym idzie, nieprzystawalnością biurokratycznego, papierowego sposobu organizacji życia do tak licznych społeczeństw. Można zatem postawić tezę, że cyfryzacja jest tak naprawdę konsekwencją postępu cywilizacyjnego, wytworzoną na skutek nieefektywności systemu biurokratycznego. Świat cyfrowy wydaje się znosić tą istotną wadę świata analogowego przy jednoczesnym zachowaniu pozytywnych aspektów związanych z kulturą „oczytanego umysłu”, a nawet ją ulepszającą (faktycznie, a nie deklaratywnie nieograniczony dostęp do cyfrowych opracowań pisemnych) czy też może lepiej powiedzieć – zmieniającą właściwości kultury piśmiennej (kultura konwergentna).

Cyfryzacja procesów społecznych sprawia, że cyfrowy świat staje się mniej sformalizowany, a co za tym idzie bardziej elastyczny, płynny i wymagający bieżącej interpretacji w zależności od kontekstu (na miejsce ustalonych, sztywnych norm obowiązujących w jednostce czasu). Najlepszym przykładem prezentującym to zjawisko jest kwestia nieprzystawalności systemów prawnych opartych na pierwowzorze rzymskim (terytorialnym) do mechanizmów rzeczywistości internetowej (transgraniczność, ponadnarodowość, nieadekwatność dotychczas rozumianego pojęcia przestrzeni).

Właściwie od początku udostępnienia usług w chmurze przez największych dostawców usług sieciowych (Google, Facebook) powszechnie ignorowane są zwłaszcza narodowe normy biurokratyczne obowiązujące dotychczas w tym zakresie. Postępująca symplifikacja procesów realizowanych wcześniej za pośrednictwem „słowa na papierze” dąży do ich całkowitego usunięcia. Aby zrealizować ten postulat konieczne jest wytworzenia technologii dostarczającej jedną uniwersalną tożsamość cyfrową nierozerwalnie połączoną z człowiekiem. Za pierwotny model myślenia na ten temat można przyjąć koncepcję „open ID” (patrz model rozwoju Internetu).

Taki, a nie biurokratyczny system organizacji życia człowieka, wynika ze swoistej zmiany charakteru naszego współczesnego świata i wspomnianej już wcześniej „zmiany alfabetu” (przekształcenia systemu utrwalania, przetwarzania i przesyłania wiedzy – jednym słowem systemu komunikacji). Świat nowego, cyfrowego alfabetu pozbawiony jest wcześniejszej struktury, logiki i spójności. Przypomina bardziej chmurę, która jest dynamicznym, gazowym tworem, którego istotą jest brak stałości i ciągły ruch (przepływ). Można nawet przyjąć, że nowy cyfrowy alfabet jest kształtowany (negocjowany) na bieżąco (patrz losowa infosfera).

Przejście od klasycznego alfabetu do „nowego alfabetu” nie oznacza wyłącznie zamiany analogowego nośnika na cyfrowy (digitalizacja), ale powstanie odmiennego od dotychczasowego, autopsyjnego zbioru metod poznania. Wydaje się to być kluczowym elementem związanym ze stopniowym zarzucaniem kształtowania się człowieka w oparciu o wcześniej wytworzoną i skompilowaną wiedzę, która w formie pisma była dorobkiem wcześniejszych pokoleń (autorytetów, ekspertów). Oznacza to przesunięcie od abstrakcyjnej percepcji świata w stronę percepcji praktycznej, doświadczanej. Przywodzi to na myśl spontaniczny sposób uczenia się dziecka (pozbawiony przecież abstrakcji i struktury) jeszcze zanim posiądzie umiejętność czytania i pisania. Okres ten charakteryzuje się również, wydawałoby się, chaotycznym przyswajaniem bardzo dużej ilości różnorodnych, konwergentnych bodźców (wzrok, dotyk, zapach, głos, język, emocje, etc.). Jest to jednocześnie najbardziej efektywny z punktu widzenia przyswajania nowych umiejętności oraz „uczenia się świata” (a zatem również kompetencji społecznych) okres w życiu człowieka. Narzucający się, choć paradoksalny, z punktu widzenia piśmiennego paradygmatu, wniosek skłania do wskazania, że być może ta, na pozór chaotyczna droga kształtowania, posiada jednak jakąś wewnętrzną strukturę, której po prostu nie odkryliśmy (chaosem określamy to, co przekracza nasze możliwości pojmowania, co nie oznacza, że w istocie zjawiska z pozoru chaotyczne nie kierują się nieznanymi nam prawami). Odwołując się do obecnego paradygmatu edukacyjnego (struktura, system piśmienny, szczegółowa, precyzyjna, jednoznaczna wiedza przekazywana w ramach homogenicznych treściowo silosów i dążąca do coraz większej specjalizacji w ramach dziedzin) nie jesteśmy w stanie wejść na ścieżkę badania potencjalnie nowego paradygmatu systemu wiedzy, z którym być może zaczynamy mieć do czynienia za sprawą pojawienia się pierwszego pokolenia społeczeństwa cyfrowego. Zatem krytyka czy też ocena i wyciąganie jednoznacznych wniosków na temat szeroko pojmowanego obniżania się poziomu edukacyjnego, może wiązać się z zasadniczym błędem pomiaru (oceny) – w tak opisanym stanie rzeczy staramy się bowiem mierzyć nowe zjawiska starymi miarami, nie uwzględniając być może nowych obszarów, z istnienia których po prostu nie zdajemy sobie sprawy, czy też, bazując wciąż na obecnym paradygmacie, nie bierzemy ich pod uwagę.

To tym bardziej warte rozważenia, że sama zmiana formy, języka komunikacji (od świata piśmiennego do świata konwergentnego, nowego alfabetu) łączy się z odejściem od opierania się na dorobku autorytetów na rzecz samodzielnego doświadczania świata. W tym sensie mamy do czynienia z procesem odwrotnym od dotychczasowego systemu edukacji i kształtowania jednostki – człowiek cyfrowy dopasowuje autorytety i wiedzę do tego, czego już doświadczył, a nie próbuje dopasować wydarzeń i obserwacji do tego, co już wie, w oparciu o dostarczony mu wcześniej model (wzorzec) abstrakcyjny (np. mapa, globus, „wzorzec rodziny”, symbole narodowe, itp.). Autopsyjne podejście do poznawania świata w połączeniu z nową postawą wobec mediów (tutaj również rozumianej jako upadek autorytetu) prowadzi nieuchronnie do wytworzenia się nowych sposobów myślenia. Zobiektywizowany świat kultury słowa pisanego jest zastępowany przez bieżącą interpretację i wnioskowanie. Kultura dosłowności przechodzi w kulturę nieskończonych interpretacji, co otwiera – lub może lepiej powiedzieć – nie zamyka ludzi w jednej ustalonej (wynegocjowanej) interpretacji.

Warto, zatem postawić wprost pytanie, czy „spadający poziom edukacji” (piśmienności, oczytania) rzeczywiście jest problemem z punktu widzenia inaczej już kształtującego się cyfrowego społeczeństwa, czy raczej zjawiskiem wprost wynikającym z przekształceń cywilizacyjnych będącym w istocie integralną częścią przemian. W globalizującej się, centralistycznej gospodarce, w której zarządzanie w coraz większym stopniu podlega automatyzacji (algorytmy, serwery, komunikacja maszyna-maszyna) liczba stanowisk wymagających tego poziomu piśmienności (klasycznej edukacji) jest ograniczona, ponieważ jest potrzebna tylko wtedy, kiedy ktoś ma szansę objąć odpowiednie stanowisko (a szansa ta maleje proporcjonalnie ze wzrostem ludności i postępami automatyzacji).

Szerszą i ważniejszą myślą jest wynikająca z powyższego kwestia analogii z teorią technicznej osobliwości. Niewątpliwie obecnie jesteśmy w okresie niezwykłej kumulacji przemian technologicznych, ale z drugiej strony równolegle przechodzimy okres istotnej kumulacji przemian społecznych. Teorie te stanowią dla siebie wzajemny dowód (pod warunkiem, że obie nie są fałszywe). Przyjmując bowiem że pojedyncza technologia nie wystarczy do stworzenia w jej użytkownikach odmiennego zbioru metod poznania (S.Scribner, M.Cole), a w istocie mamy obecnie do czynienia z tworzeniem się takiego właśnie odmiennego zbioru metod poznania, może to być jedynie wynikiem adaptacji dużej liczby technologii jednocześnie – co jesteśmy w stanie stwierdzić intuicyjnie. Oznacza to, że wkraczamy na ścieżkę osobliwości technologicznej (akceleracja) lub, i to jest moja propozycja, wkraczamy na ścieżkę stworzenia osobliwości społecznej, czyli punktu w którym zaczynamy tworzyć kolektywną inteligencję (przewyższająca intelektualnie sumę inteligencji wszystkich ludzi).

Przyjmując, że bezpośrednia komunikacja werbalna stanowiła dotychczas kluczowe spoiwo społeczne (relacje, więzi), należy w tym kontekście rozpatrzeć kwestię przemian jakie przynosi cyfryzacja komunikacji. Jeśli, jak chce McLuchan, w nawiązaniu do kultury słowa pisanego, „ciche czytanie” doprowadziło do przerwania łączności pomiędzy okiem a uchem, to współczesna komunikacja realizowana w infosferze Internetu przerwała łączność pomiędzy umysłem a werbalizacją (nie musimy werbalizować, posługujemy się „wycinkami świata”, które „mówią” za nas, lub też „same za siebie”).

Internet jest nośnikiem dla kultury cyfrowej i należy traktować go, podobnie jak prasę drukarską, jak katalizator (w istocie druk był technologią, która wzmocniła skutki wywołane przez stworzenie alfabetu, a prasa drukarska została wynaleziona pod koniec XV wieku, gdy większość najważniejszych przemian ideowych już się dokonała). Na Internet należy spojrzeć w ten sam sposób. Druga połowa XX wieku dała podwaliny pod komunikację konwergentną (telewizja, popularyzacja zapisu fotograficznego zamiast tekstowego, komunikacja głosowa, komunikacja oddalona, globalizacja, itp.). Zatem pojęciowe zmiany dokonały się już na przełomie XX i XXI wieku, a popularyzacja Internetu nadała rozpęd tym nowy ideom. Wniosek z tego, że na technologię należy spojrzeć raczej jak na narzędzie odpowiedzialne za rozpowszechnianie tych zmian a następnie ich utrwalanie, a nie źródło czy przyczynę.