Człowiek w świecie cyfrowym (nowy sposób myślenia) cz. 2

Świat nowego, cyfrowego alfabetu pozbawiony jest wcześniejszej struktury, logiki i spójności. Przyswajanie wiedzy odbywa się dzisiaj bardziej ad hoc niż w sposób ustrukturyzowany. Długotrwałe „studiowanie” poszczególnych zagadnień, przeczytanie kilku, kilkunastu tekstów zanim wyrazimy zdanie na dany temat nie leży już w naszej naturze. Czy jednak takie nastawienie do świata i wiedzy nie jest sprzeczne z fundamentalnym systemem kształtującym współczesne społeczeństwo – nauką?

Według Jamesa Frazera kulturowy rozwój ludzkości przebiegał od magii do religii, a następnie do nauki. Dzisiaj jednak zaczynamy bardziej opierać się na przekonaniach a nie na faktach. Dla społeczeństwa cyfrowego ważniejsze jest to w co wierzy (lub chce wierzyć), a nie rzeczywiste, obiektywne wydarzenia. Również internetowi (świadomie lub nie) przypisujemy cechy magiczne lub sieć – obiektywnie – posiada cechy uważane wcześniej za ponadnaturalne. Likwidacja barier przestrzeni (przenoszenie się z miejsca na miejsce; „teleportacja”), brak barier czasu (podróż w czasie), realizacja skrytych pragnień (podglądanie innych ludzi, wkraczanie w strefy intymne, zastrzeżone, tabu) czy możliwość stania się „pięknym i młodym” (atrakcyjnym) np. poprzez odpowiednią prezentację na serwisach społecznościowych czy wykorzystanie programów do obróbki graficznej zdjęć. Internet jest swego rodzaju szklaną kulą w której sami decydujemy co i jak chcemy widzieć. A w konsekwencji – jak widzimy świat.

„Magiczny świat” pozbawiony jest modelu piśmiennego, opierającego się na ustalonych zasadach, sprecyzowanej definicji terminów, analizie logicznej czy wyraźnych dowodach. Tutaj wszystko jest uznaniowe, subiektywne, niepewne i otwarte.

Dlatego „nowy alfabet” znacznie lepiej odpowiada takiej przestrzeni. Stosując grafiki, fotografie, wideo i symbole nie musimy intelektualizować przekazu. Komunikując się wprost za pomocą reprezentacji, fragmentów uchwyconej rzeczywistości (np. fotografią, która jest „wycinkiem świata”) nie musimy dokonywać „obróbki intelektualnej” tego co zobaczyliśmy, co dany obraz czy sytuacja mówi i oznacza.  Nie musimy myśleć abstrakcyjnie. To trochę jak dwie strony tej samej kartki pocztowej – na jednej znajduje się fotografia (rzeczywisty „wycinek świata”), a na drugiej nasz opis, interpretacja, przedstawienie tego, co nieuchwytne na obrazie, tego co czuliśmy wysyłając kartkę, jak patrzyliśmy na świat w tym momencie. I zarówno opis jak i fotografia mają swoją charakterystykę oraz zalety i wady. Jednak to, co czyni pocztówkę niepowtarzalną, „nadaje jej sens”, to opis a nie fotografia.

Przejście od klasycznego alfabetu do „nowego alfabetu” oznacza powstanie odmiennego od dotychczasowego, autopsyjnego zbioru metod poznania. Wydaję się to być kluczowym elementem związanym ze stopniowym zarzucaniem kształtowania się człowieka w oparciu o wcześniej wytworzoną i skompilowaną wiedzę. Sama zmiana formy, języka komunikacji (od świata piśmiennego do świata konwergentnego, nowego alfabetu)  łączy się z odejściem od oparcia się na dorobku autorytetów na rzecz samodzielnego doświadczania świata. W tym sensie mamy do czynienia z procesem odwrotnym od dotychczasowego systemu edukacji i kształtowania się człowieka – człowiek cyfrowy dopasowuje autorytety i wiedzę do tego czego doświadczył, a nie próbuje tłumaczyć sobie wydarzeń i obserwacji na podstawie tego co wie.

Zaciera się granica tego co wiemy i tego w co wierzymy.

Autopsyjne podejście do poznawania świata w połączeniu z nową postawą wobec mediów prowadzi nieuchronnie do wytworzenia się nowych sposobów myślenia. Samo pismo jako wynalazek nie miało tak wielkiego znaczenia jak to, co było przez pismo przedstawiane, czego było nośnikiem, a co w konsekwencji było przedmiotem rozważań ludzi. Zobiektywizowany świat kultury słowa pisanego jest zastępowany przez narrację interpretacyjną. Kultura dosłowności przechodzi w kulturę nieskończonych interpretacji. Coraz trudniej jest wskazać na to co „złe” lub „dobre”, na „wiarygodne” lub „niewiarygodne”. Skoro podstawowym narzędziem poznawania świata jest to czego sami doświadczamy, obiektywnie dla każdego to właśnie staje się prawdziwe i w konsekwencji wiarygodne.

  • moniawojcik

    Bazowanie na własnym doświadczeniu może być pomocne jednak nie może zastępować systematycznie uporządkowanej wiedzy. Poznawanie świata nie powinno opierać się tylko na naszych osobistych przekonaniach i przeżyciach, które wypierają fakty i prowadzą do deformowania rzeczywistości poprzez naciąganie jej do ram własnej perspektywy. Faktycznie dochodzimy do momentu, w którym zaciera się granica tego, co wiemy i tego, w co wierzymy. Życie w kulturze nieskończonych interpretacji wykluczających istnienie jednej obiektywnej prawdy, do której moglibyśmy się odnieść, jest niebezpieczne. Im więcej interpretacji, tym ciężej rozstrzygnąć kto i w jakim stopniu ma rację. Przeciwstawne interpretacje są korzystne, gdy prowadzą do wzbogacenia dyskusji czy rozszerzenia ilości możliwych perspektyw. W innym wypadku może wkraść się chaos i nie będziemy w stanie dotrzeć do faktów, bazując na wielu niepotwierdzonych insynuacjach, opartych jedynie o nasze przekonania. Uporządkowana wiedza jest punktem odniesienia dla naszych osobistych doświadczeń i powinna współtworzyć mechanizm poznawania świata, którym się kierujemy. W innym wypadku będziemy żyć tylko we własnym, ograniczonym świecie, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

    • sylwiabednarska

      Po części zgadzam się ze zdaniem Hanny odnośnie tego, iż cały nasz dzień kręci się wokół sieci. Począwszy od przejrzenia tuż po przebudzeniu facebook’a, po wysłanie poczty, czy też przeczytania kilku artykułów na temat tego co dzieje się w świecie. Jednakże czy społeczeństwo staje się mniej dociekliwe? Tutaj był jednak polemizowała. To,że internet zawładnął naszym światem wcale nie musi oznaczać, że jesteśmy mniej dociekliwi. A może wręcz na odwrót. Zależy z jakiej perspektywy na to patrzeć. Jeśli chodzi jednak o sposób wyszukiwania informacji, docierania do nich, to uważam, że społeczeństwo stało się dość leniwe. Nie jest to zbyt optymistyczne stwierdzenie,ale taka jest niestety prawda. Większość z nas (bo wiadomo znajdą się wyjątki) woli wyszukać interesujące nas informacje w internecie. Wiadomo- szybciej i prościej. Jednak My robimy wszystko w internecie! Wypożyczanie książek w bibliotece zastąpiły elektroniczne wersje w internecie,czy też takie które możemy kupić. Po prostu do takiego stanu rzeczy nasze społeczeństwo się już przyzwyczaiło. Jesteśmy wygodni i ja bynajmniej jestem tego świadoma. Jednak to właśnie panująca rzeczywistość, ciągle rozwijająca się technologia chociażby telefonii komórkowych przyzwyczaja nas do obecnego stanu rzeczy. Czy udałoby się to nam zwalczyć? Obawiam się, że nie. Ponieważ technologia idzie ciągle na przód i to praktycznie w każdym zakątku świata. Więc gdyby u nas ją „zbić” do niższego poziomu to wydaje mi się, że nie umielibyśmy funkcjonować poza własnymi granicami kraju. Także chyba musimy pogodzić się z ta myślą, że człowiek wraz za technologia musi podążać, bo inaczej by zginął.

  • kamilpawlo

    A dla mnie człowiek w świecie cyfrowym, to (niestety) człowiek coraz bardziej samotny i zamknięty. Prosty przykład: kto zagai rozmowę w pociągu, żeby się przyjemniej jechało? Najczęściej starszy człowiek, który nie zna (i wcale nie czuje potrzeby poznania) świata cyfrowego. Bo woli prawdziwych ludzi, niż skupiska postów i avatarów. I woli uśmiechnąć się na ulicy, czyś zaczepiać na FB. Boję się o przyszłość w tym kontekście. Naprawdę.

  • http://magdalenaowczarek.wordpress.com magdalenaowczarek

    Życie coraz szybciej pędzi, gna, a my ludzie próbujemy za tym wszystkim nadążyć. Zgadza się, że to właśnie MY do tego doprowadziliśmy. Udoskonalamy wszystko. Przecież od tego mamy rozum, który odróżnia nas od zwierząt. Ludzie z natury są leniwi, ale sprytni. Po co fizycznie pracować, jeśli może zrobić to skonstruowana przez nas maszyna. Pamiętam kultową scenę z filmu „ Poszukiwany, poszukiwana”, kiedy główny bohater (bohaterka) ma do dyspozycji kuchnię wyposażoną ( wówczas) w najnowszy sprzęt AGD i jeżdżąc na fotelu „ gotuje” dla Państwa Domu posiłek. Oczywiście w latach siedemdziesiątych to była technika, która nie występowała w przeciętnych domach. Tylko „ Mężowie Dyrektorzy” mogli sobie na to pozwolić.
    Pisząc o wynalazkach i nowej technologii nie można wspomnieć o Kevinie Systromie, który mimo młodego wieku wybił się dzięki swojemu umysłowi. Stworzył Instagram (serwis internetowy umożliwiający użytkownikom dzielenie się zdjęciami – iPhone, Android ), który odsprzedał za okrągły miliard Markowi Zuckerbergowi (Facebook). Jeśli chodzi o krótkie wymiany tekstowe, które zawojowały świat ( sms-y, GG, Skype, itp.) Mr. Kevin, również ma w tym swój udział. W 2006 roku został współtwórcą Twittera. Systrom należy do nowego pokolenia ludzi, którzy świetnie sobie radzą w nowymi technologiami. Dzięki takim ludziom jak On, powstał nowy zawód: START-UP. Dzięki nim już nie trzeba posiadać siedziby firmy, pracowników, a nawet kapitału.
    Osobiście uważam, że młode pokolenie świetnie sobie radzi z nowinkami tego świata. Dla nich „nowy sposób myślenia” to normalka. Oni już są w tym systemie. Ja mam czasami z tym problemy, a moja mama, to nawet sms-a nie umie napisać. Nie potrzebuje. Przeraża mnie tylko, że ludzkość może się zatracić w tym wszystkim. Każdy każdego może inwigilować. Dochodzi do tego, że władza sprawdza poprzez Google Earth, czy ktoś odprowadza podatki za wybudowanie nielegalnie domu, czy basenu.

  • magdatyrka

    Zastanawia mnie skąd bierze się tak dramatyczne opisywanie człowieka współczesnego czy cyfrowego? Jak dla mnie potrzeba wiedzy wynika z nas i jakkolwiek wyglądałby świat potrzeba ta się nie zmieni. Zapewne znajdą się Ci, którzy bazować będą na powierzchownych opiniach i nie będą szukać głębiej, niemniej jednak spore grona ciągle sięga dalej i potrzebuje wielu źródeł, aby wyrobić sobie zdanie na jakikolwiek temat. Dla przeciętniej osoby doświadczenia i „twarda wiedza” idą osobnymi drogami, ale w niektórych, odpowiednich momentach zazębiają się. Bo czymże byłaby sucha wiedza bez doświadczeń i na odwrót?

    Czasami mam wrażenie, że w swoim podejściu (tj. akceptacja tego co jest i umiejętne korzystanie tak, aby mi było wygodnie) pozostaję w odosobnieniu. To nie internet czy nowy alfabet uczynił ludzi samotnych, ale zrobili to sami – na własne życzenie. Zamiast opisywać współczesny świat jak miejsce, w którym posługuje się nowym, niezrozumiałym dla wszystkich językiem czy świat spłycający międzyludzkie relacje/demolujący dotychczasowy system może warto podejść do niego z większym dystansem i zamiast się przerażać i bać o przyszłość potraktować go jako nieskończone źródło nowych fantastycznych możliwości, z których korzystamy wedle WŁASNEJ woli. Ot tyle!

    Zmiany są normalne, nieuniknione i zawsze tak było. Można dyskutować o ich tempie, zasięgu etc. ale nie o ich konieczności. A tym samym nie ma co wartościować…

  • kamhom35

    To, że dzisiaj bardziej opieramy się na przekonaniach a nie na faktach może wynikać z wielu powodów. Jeśli wydarzenia są rzeczywiste i obiektywne, to oczywiście jest to błędne. Natomiast wydaje mi się, że nie jest łatwo wierzyć w coś co jest „kolorowane”. Dobrym przykładem mogłyby być tu reklamy, ale nie tylko. Kult młodości, poprawionych „piękności” skłania do refleksji, do poszukiwania „ prawdy”. Poza tym wydaje mi się, że coraz rzadziej wierzymy w „obiektywizm”. Ponadto „zalewani” sprzecznymi informacjami sami poszukujemy sensu i niejako z fragmentów „układanki” tworzymy swoje opinie na dany temat. Przykładem mogłyby być tu dwie skrajne „prawdy” o katastrofie smoleńskiej. Coraz więcej osób zaczyna wierzyć, że był to zamach…To samo odnosi się do szumu medialnego wokół Brevika, który sam jest podobno przekonany o tym, że „zbawiał świat”! Coraz więcej przekazów interpretowanych przez dziennikarzy dla wielu z nas nie jest relacją z miejsca wydarzeń, pojawia się więc refleksja, poszukiwanie, a raczej doszukiwanie się „prawdy”.
    Surfowanie po bezkresach przestrzeni wirtulanej faktycznie może wydawać się magiczne. Ale ta szklana kula (czy ten szklany ekran) pozwala nam (choć może pozornie) decydować jakie treści chcemy przeglądać, wciąga nas w te swoje „magiczne sztuczki”. Wyzwala zarówno ekshibicjonizm jak i inwigilację. Nie zgadzam się jednak z opinią Kamila, że człowiek w świecie cyfrowym, to (niestety) człowiek coraz bardziej samotny i zamknięty.Mnie się wydaje, że nie jesteśmy samotni w tym wirtualnym świecie. Ja uważam, że jest wręcz przeciwnie. Czasem trzeba poudawać „niedostępną”, żeby sobie w spokoju pooglądać, poczytać, etc. Może kontakt nie odbywa się„twarzą w twarz” ( nie mam na myśli skype’a), ale wysyłając e-maile, wirtualne karki do znajomych, którzy nie są mi tak bliscy jak rodzina, przyjaciele świadczy raczej o tym, że nie zrobiłabym tego przez przesłanie własnoręcznie napisanych listów.
    Jeśli chodzi o „nowy alfabet”, to nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle jest. Nie chodzi mi o grafiki, fotografie, filmiki, etc. Tylko o nazwę: „nowy alfabet”, takie samo wrażenie odniosłam ponad rok temu, gdy dowiedziałam się o „memach”. I choć wcześniej miałam z nimi do czynienia, to dopiero ta „dziwna” nazwa pozostała w mojej świadomości do dziś. Ale czy nie jest to jak z neosemantyzmami używanymi zazwyczaj przez młodzież, która jednak w większości przypadków nie wie co te słowo znaczy?

  • rkwiatkowski

    To prawda, że granica tego co wiemy i tego w co wierzymy zaciera się. Być może w przyszłości całkowicie zniknie. Obecnie ważniejsze dla ludzi jest to w co chcą wierzyć, a nie zwracają uwagi na fakty. Ułatwia to Internet. W tej „szklanej kuli” sami możemy tworzyć nasz świat. Jeśli będziemy chcieli być młodym, atrakcyjnym mężczyzną to w sieci możemy nim być. Możemy w Internecie być również marynarzem, astronautą, czy gwiazdą filmowe. Wszystko zależy od naszej kreatywności. Źle będzie jeśli ludzie zatracą swoją tożsamość, przez tworzenie nowych osobowości w sieci. Przy poznawaniu świata nie powinniśmy bazować jedynie na naszym doświadczeniu. Ważna jest również wiedza, którą możemy zdobyć z różnych źródeł, także z sieci. Internet jednak nie może zastąpić doświadczenia, rutyny. Nasze osobiste przeżycia zawsze będą na pierwszym miejscu podczas poznawania świata. Internet może tylko w tym pomóc.

  • olamatyja

    Wydaje mi się, że powierzchowne podejście do wielu tematów i kształtowanie opinii tylko na podstawie doświadczenia jest naturalna reakcją na ogrom zalewających nas informacji. W krótkim czasie niesamowicie poszerzyły nam się horyzonty – widzimy i wiemy dużo więcej, ale niekoniecznie rozumiemy. Myślę jednak, że jest to proces przejściowy. Moje pokolenie jest wciąż oszołomione, oczarowane (sic!) „magicznym światem”. Kolejne będzie miało już dużo bardziej racjonalne i, co nie mniej ważne, krytyczne podejście. Dajmy sobie czas. Gdy ochłoniemy, doświadczenie będzie tylko bodźcem do tego, by sprawdzić, doczytać, wziąć pod włos. Mam przynajmniej taką nadzieję.

  • hannagutowska

    To prawda, że od kiedy społeczeństwo namiętnie korzysta ze „świata” jaki daje nam Internet, stało się mniej dociekliwe, co do poszukiwania źródeł wiedzy i prawdy o życiu. Wszystko teraz kręci się wokół sieci, cały nasz dzień, całe nasze lata. Zgadzam się z Kamilem, który uważa że człowiek w świecie cyfrowym , to człowiek coraz bardziej samotny i zamknięty. Przez „możliwości” jakie daje nam Internet, nasze kontakty międzyludzkie coraz bardziej się zawężają. Mam na myśli tu bliskie kontakty. Zdanie, które powstało ostatnimi czasy, według mnie idealnie traktuje to zjawisko: „Dawniej, jak się kogoś nie lubiło, to się go po ludzku zrzucało ze schodów. Teraz usuwa się go z facebooka”. Społeczeństwo staje się outsiderami, zamkniętymi w swoich domach przed nowym wirtualnym życiem, gdzie wszystko może być piękniejsze i lepsze. Jednak w takim świecie nie poczujemy ani smaku ani zapachu.

  • annachelpa

    Człowiek w świecie cyfrowym, wirtualnym faktycznie może sobie pozwolić na dużo więcej niż w rzeczywistości. Jednak zgodzę się całkowicie z Magdą – nie powinniśmy postrzegać tych nowych możliwości w tak negatywnym świetle i nie możemy tworzyć jedynie czarnych scenariuszy, a raczej powinniśmy z tego korzystać, oczywiście w mądry sposób, tak jak ze wszystkich innych rzeczy. Co do kwestii wiarygodności i niewiarygodności a naszych doświadczeń również musimy brać pod uwagę to, że wzajemnie się one przeplatają. Nie wydaje mi się, że ludzie odnoszą się jedynie do swoich doświadczeń, ale bazują także na faktach. Natomiast sam fakt, że odnoszą się do własnych doświadczeń jest akurat wg mnie zaletą, ponieważ w ten sposób widoczne jest to, że społeczeństwo potrafi samodzielnie myśleć, a nie przyjmuje jedynie suchych informacji z jakiegoś źródła. Zgodzę się też z tym, że wśród tych często fałszywych informacji społeczeństwo poszukuje sensu i prawdy.

  • owczarekmarcin

    Ha, dzięki za wyjaśnienia. Mój syn przyszedł ostatnio do mnie i powiedział, że w Internecie to jest tak i tak napisane. Nie chodzi tutaj o szczegóły, bo tych przykładów jest ostatnio dużo, ale właśnie o zasadę o której piszesz. Już tłumaczę… Ja, ze swoją rodzicielską troską starałem się ów rażący błąd wyprostować. Przekazać synowi prawidłowe informacje. I o zgrozo, napotkałem zdecydowany opór. Teraz już wiem dlaczego (dzięki, choć jestem w lekkim szoku). Otóż Syn, wraz z kolegami, gdzieś w przepastnym Internecie już o tym czytał. Innymi słowy, dokładnie tak jak piszesz, przyswoił wiedzę ad hoc, bezkrytycznie. Przyjął jako pewnik, to co do jego świadomości dotarło jako pierwsze! Moje ojcowskie wyjaśnienia były „drugie”, czyli wg niego były już pozbawione pierwiastka prawdy. Prawda współczesnych czasów uderzyła zatem i mnie boleśnie. Przecież to oznacza, że takie osoby jak ja w oczach najmłodszego pokolenia, nastawionego jednak na szybką informację ( jak widać nie zawsze prawdziwą) tracą swoją reputację. Przestają być wręcz wiarygodne. Bo są ze swoim przekazem drugie… Idąc dalej, ugruntował swoją wiedzę, ponieważ na lekcji informację w Internecie znalazł wspólnie z kolegami, a więc Oni wspólnie posiedli pewną pozorną wiedzę. Łatwo przyszło i już jest. A teraz ja burzę ze swoją poprawką, ten błogi układ. Pojawia się niepewność, że będzie w opozycji do kolegów:
    – przecież oni nadal myślą inaczej, więc jak wrócę do szkoły i podzielę się swoimi „nowymi informacjami” w tej sprawie, z pewnością napotkam opór wszystkich. Koledzy raczej na ten temat nie rozmawiali z rodzicami, więc u nich nic się nie zmieniło. Może lepiej nie przyswajać prawdy, o której dowiedziałem się od taty?
    Niewiarygodne spłycenie w poszukiwaniu prawdziwej informacji mnie osobiście w tym momencie lekko przeraża. Młody chce rzeczywiście wierzyć w tą pierwszą informację, którą zresztą sam zdobył. Czyli pojawia się kolejny element. On się wszak napracował. Zapytał pana „Google” i uzyskał odpowiedź. Nawet ją przeczytał. Dlaczego i po co naprawiam rzeczywistość. Dla prawdy? A po co? Przecież to dla mojego syna właściwie błahe i nieistotne.
    A dla mnie to kolejny wyłom w schemacie myślenia najmłodszego pokolenia i refleksja jak to szybko się zmienia.

  • olamatyja

    Czy sytuacja jest naprawdę tak zła? Czy przed powstaniem Internetu byliśmy naprawdę dużo bardziej krytyczni wobec źródła informacji? Wydaje mi się, że dokładnie tak, jak dziś, zaspokajaliśmy naszą ciekawość w najszybszy możliwy sposób – pytając kogoś, sprawdzając w encyklopedii itp. Jeżeli nie mogliśmy dotrzeć do danej informacji, po prostu poddawaliśmy się. Dlatego nie zgodzę się, że poziom dociekliwości maleje. Tylko w ciągu ostatniej godziny mogłam sprawdzić kilkanaście hiszpańskich idiomów, definicję słowa „prokrastynacja”, nazwisko prezydenta Hondurasu i objawy niedoboru magnezu. Czy zrobiłabym to bez dostępu do Internetu? Nie sądzę. A że w żaden sposób nie weryfikuję tych informacji – Internet służy mi tylko do zaspokajania doraźnych wątpliwości, do pisania pracy naukowej użyłabym przecież innego źródła informacji.

  • iwetazagorska

    To oczywiste, że w związku z rozwojem Internetu wszystko się zmienia. Ja uważam, że „wszystko jest dla ludzi”. Jeżeli dostęp do wiedzy jest tak ułatwiony, to dlaczego z niego nie korzystać? Tutaj tylko pojawia się właśnie pewien problem – jak oddzielić to, co jest wartościowe, od tego co błędne? Najlepszym wyjściem jest chyba (skoro już odrzucamy w kąt książki) czytanie wielu publikacji w Internecie na dany temat. To w pewnym sensie umożliwia weryfikację ich prawdziwości. Ale też nie zawsze. Pamiętam pewną sytuację sprzed kilku, może kilkunastu miesięcy, kiedy to jeden z dużych polskich portali informacyjnych dał się „strollować” i podał informację o śmierci jednego z polskich muzyków. Skoro dziennikarz piszący artykuły poddaje się internetowym plotkom, wyssanym z palca informacjom, co ma w takiej sytuacji zrobić prosty czytelnik? Nowy sposób myślenia z jednej strony daje duże możliwości – oszczędzamy czas, mnóstwo informacji posiadamy w zasięgu ręki, możemy się szybko komunikować. Z drugiej jednak strony możemy się łatwo w tym wszystkim pogubić. Nauka i wiedza schodzą na dalszy plan, bo wymagają poświęcenia mnóstwa czasu, a tego przecież człowiek obracający się w cyfrowym świecie nie ma zbyt wiele…

  • http://askamazik.wordpress.com askamazik

    Ludzie od zawsze kierowali się intuicją, to wpisane w naszą naturę w przeciwieństwie do wiedzy, którą musimy nabyć. Współczesność odrzuciła wszystkie stare, ustalone zasady wyznaczające nam jak mamy widzieć świat- życie stało się bardziej intuicyjne i zależne od naszych wyborów. Jednostka może czerpać z wielu opinii, nie ma podmiotów, które wyznaczają jedyną właściwą drogę. Myślę, że świat oparty na własnej, niezależnej od wyznaczonych reguł, interpretacji jest ciekawszy- daje możliwość dialogu.

  • Pingback: Samotność serfa | Networked Digital Age()