Infofikcja

Internetowa nadwyżka podaży informacji nad popytem jest czymś nowym w historii mediów. W wyniku zniesienia materialnych barier nośnika (papieru, częstotliwości fal radiowych, itd.) sieć stała się „oceanem danych” przewyższającym swoim zakresem wszystko co dotychczas znała ludzkość. Zwykle procesy te rozpatrywane są z punktu widzenia „postępu” – czyli zmiany o charakterze pozytywnym. Internet jest określany mianem medium aktywnego (interaktywnego), w przeciwieństwie do telewizji – która w tym kontekście kojarzona jest z pasywną „bezmyślną” konsumpcją (odbiorem). Podobne postulaty odnoszą się do chronologicznie wcześniejszej kultury słowa pisanego – książek i prasy.

A przecież internet jest obecnie konglomeratem wszystkich dotychczas znanych typów mediów i w tym sensie czerpie z ich dorobku. Dlatego ataki na „prasę drukowaną” są również atakami na kulturę słowa pisanego jako takiego – będącego przecież istotnym, jeśli nie najważniejszym składnikiem dyskursu internetowego. Przedmiotem kontrowersji jest w istocie sam nośnik i technologia – papier oraz druk. Z drugiej strony, sposób wykorzystania słowa pisanego w sieci ma coraz bardziej odmienny charakter od tego znanego nam z książek czy prasy. Za sprawą zerwania z jednością tekstu, specyfiką mediów internetowych stała większa dynamika, napięcie i atmosfera oczekiwania. Publikacja treści w małych, łatwo przyswajalnych pakietach, porcjach narzuca inny niż wcześniej sposób konsumpcji i tworzenia mediów. Ten odmienny charakter mediów internetowych wpływa również na sposób w jaki postrzegamy świat – staje się on niekończącym się strumieniem wydarzeń bez wyraźnego podziału i struktury. Człowiek ery cyfrowej jest konsumentem i twórcą mediów przez cały czas swojej dziennej aktywności – śledzimy i wytwarzamy setki drobnych informacji każdego dnia. Nikt już nie tworzy ani nie czyta „podsumowań miesiąca”, a jedyne uogólnienie jakie jesteśmy w stanie skonsumować to infografika. Internetowa kultura mediów „tu i teraz” odrzuca to co przeszłe i przyszłe. Internet jako meta-środowisko mediowe wpływa na ludzi podobnie jak czyniły to inne media – telewizja czy prasa.

„Przenikanie telewizji do życia i życia do telewizji” (Baudrillard) wyraża się w hegemonii kulturowej seriali telewizyjnych czy programów reality-show w których to „zwykli ludzie” pełnią rolę gwiazd. Jednak w czasach społeczeństwa cyfrowego relacja ta zmieniła się z „przenikania” we wspólnotę – w czasach internetu medium i życie stały się jednością. Popularność telewizyjnych programów tworzących gwiazdy z nikomu nie znanych osób zastąpiło zjawisko nanocelebrytyzmu – każdy człowiek korzystający z social media jest celebrytą w ramach swojej siatki społecznej. Informacje o nas, ich dobór, selekcja oraz prezentacja mają zarówno charakter informacyjny jak i autokreacyjny (rozrywkowy). Podobnie, na nierozłączność życia z medium, wpływa pakietowanie informacji i wynikająca stąd konieczność dużo częstszego, a w praktyce stałego śledzenia wydarzeń. Aktywność mediowa człowieka cyfrowego jest takim samym stałym elementem życia jak jedzenie czy spanie.

Nowe medium oddziałuje nie tylko na nasze zachowanie, ale również na nasze umysły – „wpływa na postrzeganie świata” (Goody, Kittler). Ze sposobu w jaki patrzymy na świat w dużym stopniu wynika definicja rzeczywistości jaką nosimy w sobie. Często w tym kontekście przywoływane jest pojęcie „globalnej wioski” – terminu trafnie określająego relacje komunikacyjne jednak nie opisującego obecnej złożoności społeczeństwa cyfrowego, które jest nierozdzielne od pojęcia mediów. Za bardziej trafne należałoby uznać pojęcie „globalnego plemienia”, uwzględnia ono bowiem nie tylko aspekt czasu i przestrzeni ale również relacji. Zresztą nawet to określenie nie jest precyzyjne, ponieważ biorąc pod uwagę to, co za McLuhanem pisał Meyrowitz o „wpływie mediów cyfrowych na ludzi nie poprzez zawartość, ale przez oddzielenie miejsca fizycznego od miejsca społecznego” – należałoby to określić raczej mianem cyfrowych nomadów – gdzie to relacje a nie geografia determinują świat cyfrowy.

Rodzący się świat w coraz mniejszym stopniu jest wytworem „oczytanego umysłu” (David R. Olson) poruszającego się w sferze kultury pisma. Dzisiejsze uniwersum to swego rodzaju „stream” – żyjący i zmieniający się strumień świadomości, a nie książka – ze swoją logiką, strukturą, początkiem i końcem. Pytanie jakie warto postawić to – czy ta dominująca rola sieci cyfrowych, internetu nie skazuje ludzi na świat bezmyślnej rutyny? Jak bowiem dowodził Innis – każde medium komunikacyjne jest w jakiś sposób tendencyjne. Internet, ze swoją informacyjną „walką o ogień” w połączeniu z dawkowaniem i „głodem” informacji, regularnością i siecią jako meta-medium kierującym działaniami człowieka, tworzy dosyć narkotyczne zestawienie (jak to ktoś ujął – stan pomiędzy psychozą a halucynacją).

Media internetowe produkują poszatkowane, krótkie, pozbawione struktury, początku i końca treści – jedyną w swoim rodzaju „infofikcję”. Wydarzenia i problemy przedstawiane są w sposób udramatyzowany, nie pozwalający często odróżnić prawdy od fikcji. Ta tendencja dotyka w coraz większym stopniu również mass mediów, zmuszonych do konkurowania z siecią. W efekcie coraz bardziej liczne media dostarczają coraz więcej tego samego. Parafrazując ocenę telewizji jakiej dokonał Frank Lloyd Wright, jeden z największych umysłów XX wieku –„telewizja to guma do żucia dla oczu”, można powiedzieć, że „internet to guma do żucia dla mózgu”.

  • http://katarzynakowalska.wordpress.com katarzynakowalska

    Jednym z bardzo irytujących nawyków jaki wyrobili sobie autorzy informacji pojawiających się na portalach typu onet.pl czy wp.pl jest rozbieżność pomiędzy tytułem (lub nagłówkiem), a treścią przedstawianą poniżej. Wielokrotnie zdarzyło mi się spotkać z sytuacją kiedy oczekiwania jakie miałam względem artykułu były kompletnie nie trafione właśnie przez mylny tytuł. Ponadto, niestety wiele informacji jest rozsyłanych bardzo szybko. Nie są one odpowiednio sprawdzone, a zanim zorientujemy się, że było to kłamstwo jest ono już podawane jako wiarygodne na wielu innych stronach lub cytowane w kilku innych postach czy artykułach. Informacje jakie dziennikarze uzyskują z anonimowych źródeł nie są już takie łatwe do sprawdzenia, a wielu z nich po prostu przestało się tym przejmować i publikuje je. W ten sposób jesteśmy karmieni ogromną liczbą ”infofikcji”, o czym nie mamy najmniejszego pojęcia. Chociażby sama Wikipedia. Jest to encyklopedia tworzona przez każdego z nas. Niestety zanim administrator się zorientuje, że ktoś zrobił sobie żart my możemy już tę informację wykorzystać gdzie indziej.. lub po prostu zapamiętać:

  • mateuszmatczak

    Sęk w tym, że wspomniana nieco wyżej „guma do życia” nie straci swojego smaku tylko dlatego, że telewizja wypacza nam zmysły. Posiadam w życiu pewną teorię sugerującą, że krytyka zawsze wzmacnia. W tym przypadku może być podobnie. I jeśli faktycznie media internetowe „wpychają” nam poszatkowane, ogołocone informacje, z drugiej jednak strony ulegające hiperbolizacji to jak się przed tym ustrzec? Skoro przeciętny użytkownik chłonie niemalże wszystko co podstawia mu pod nos Internet nie uważam, by ktoś tą gumą do żucia mógłby się zadławić. Wciąż prosimy o więcej mimo tego, że wiemy coraz więcej. Rozumiemy, jesteśmy świadomi jednocześnie prosząc o nieświadomość. Koleżanka wspomniała nade mną o kontraście między tytułami, a „wnętrzem” informacji na takich stronach jak np. wp.pl, czy onet.pl . Kogo to obchodzi? Najważniejsze, że tam klikasz, że wskaźniki skaczą ku niebu, że są pieniądze. Poza tym nie uważam, by tak „tabloidyzowemu” podejściu ulegali prawdziwi dziennikarze. To zlepek informacyjnych szczurów, którzy przez swoich ludzi z góry zmuszani są do tego, by pisać w taki sposób, by było to opłacalne. Opłacalne jest wówczas, gdy jest dynamiczne. Szybkie. Skuteczne. Kontrowersyjne.

    Współczesne media coraz mniej mają cokolwiek wspólnego z „oczytanym umysłem”. Bezmyślna rutyna zaprasza ludzi w ślepy zaułek. Destrukcyjny rutyna zapominająca o szarych komórkach ukazuje nam pewne oblicze w ramach którego funkcjonujemy. Pesymistyczne oblicze. Głód informacji z kolei zawsze będzie dla nas dowodem na to, że nie najemy się nigdy. Być może w sieci jesteśmy jak świnie przy korycie. Wszystkożerni.

  • sylwiabednarska

    Podobnie jak koleżanka wyżej uważam,że bardzo często na portalach typu onet.pl mamy do czynienia ze śmieciowymi informacjami. Z 80% artykułów dotyczy plotek,ploteczek z życia gwiazd itp.Wiele tytułów jest nazbyt przesadzonych. Oczywiście, że pewnie znajdą się osoby,które interesują tego typu tematy. Sama czasami lubię poczytać sobie co się dzieje w świecie show biznesu. Jednakże od tego są portale typu pudelek, kozaczek.Mam wrażenie,że kiedyś na portalu onet.pl, czy też wikipedia.pl było więcej tematów poruszających poważne problemy społeczne, naukowe. A teraz? Zastanawiam się z czego to tak na prawdę wynika. Czy faktycznie ludzie są aż tak rządni tego typu informacji?

  • barbarakilijanska

    Zgadzam się z opinią, że mass media zmuszone są do konkurowania z siecią i dostosowują się do jej standardów. Chciałabym wspomnieć o procesie jaki obserwuję od pewnego czasu. Zauważyłam, że zmienia się forma i funkcja gazet codziennych. Ich podstawowym celem nie jest już dostarczenie newsów, za to czytelnik znajdzie w nich dogłębne analizy przedstawione przez socjologów, psychologów, politologów oraz innych ekspertów w danym temacie, tak jest np. w Gazecie Wyborczej. Podoba mi się ta zmiana, ponieważ prasa drukowana od dłuższego czasu nie nadążała za najświeższymi doniesieniami, potrzebuje ona zawsze co najmniej kilku godzin od momentu napisania artykułu do chwili kiedy egzemplarz trafi do rąk czytelnika. Nie zmienia to faktu, że w dziennikach nadal poruszane są tematy ostatniego dnia, jednak można przeczytać o wiele więcej niż suche dane takie jak: kto, co, kiedy. Ponadto większość wydawców prowadzi także strony www, to na nich zamieszcza teraz gorące nowości. Może to tylko złudzenie, ale ciągle wielu osobom wydaje się, że wiadomości przedstawione w prasie są bardziej wiarygodne od tych z Internetu. Zastanawiam się na jak dużą skalę infofikcja wtargnęła w nasze życie, czy opanowała już wszystkie media, jak długo zdołają utrzymać się na rynku tzw. „ambitniejsze wydawnictwa”?