Tyrania kapitału

Od swego zarania (czyli mniej więcej od neolitu)  ludzkość była podzielona na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych, toczących ze sobą nieustanną walkę. Dzisiaj opinia społeczna, będąca przecież wytworem epoki mediów, ciągle poszukuje winnych kryzysu finansowego. Zwykle, jako odpowiedzialne wskazywane są rządy lub rynki finansowe. Prowadzi to do prostego wniosku, że obecnie to establishment pełni rolę wyzyskiwaczy. Tyle tylko, że w demokracjach jest on w dużym stopniu wybieralny (rządy) lub zmienny jak w korporacjach – ta zmienność zresztą jest wskazywana jako argument za tym, że w rzeczywistości „klasa wyzyskiwaczy” nie istnieje.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ nie trudno odnaleźć analogię do podobnych dyskusji toczących się w czasie rewolucji przemysłowej pod koniec XIX wieku. Jej wynikiem był nie tyle postęp technologiczny, co postęp społeczny. Żyjąc w czasach rewolucji cyfrowej zderzamy się dokładnie z tymi samymi pytaniami na temat przyszłego kształtu społeczeństw. Tyle tylko, że wciąż zajmujemy się dyskusją o technologii a nie o skutkach jakie ona niesie.

Dlaczego wyzysk? I co wspólnego ma z tym XIX wiek i współczesna tyrania kapitału?

Klasa wyzyskiwana aby żyć (zaspokajać podstawowe potrzeby: fizjologiczne i bezpieczeństwa) musi posiadać kapitał, a jedyną drogą jego uzyskania w wystarczającej ilości nie jest już praca, ale kredyt udzielany przez klasę wyzyskiwaczy (rynki finansowe, które są obecnie swego rodzaju „chmurą” pozbawioną fizycznej reprezentacji w przeciwieństwie do XIX wiecznej burżuazji – dlatego nie da ich obalić przemocą jak postulowali komuniści). Dzisiaj kredytobiorcy są stawiani w tej samej, co kiedyś robotnicy sytuacji i perspektywie życiowej. Aby żyć muszą zgodzić się na zaciągniecie zobowiązań „niewspółmiernych do świadczeń wzajemnych”. Człowiek musi pracować całe życie na to, aby miał gdzie mieszać. Trudno nazwać to wzajemnością. Co symptomatyczne, obecne elity wprowadzają zmiany wydłużające wiek emerytalny, argumentując to wyłącznie czynnikami związanymi z rosnącą długością życia. Jakby ludzie byli jedynie „żywymi robotami” pozbawionymi innych, niematerialnych potrzeb. Dyktat rynków finansowych, tyrania kapitału – sprawia, że jesteśmy rozpatrywani jedynie z punktu widzenia naszego potencjału jako „siły roboczej”. Która to, po wyeksploatowaniu, jest bez skrupułów porzucana dla swojej tańszej wersji w biedniejszej części świata. Ważna dla dalszych rozważań jest również kwestia perspektyw, co do możliwości przyszłej poprawy jaką jest np. emerytura (odroczona, gwarantowana rekompensata wysiłku życiowego). Obecnie młode i średnie pokolenie jest pozbawione złudzeń w tym zakresie.

Przez ostatnie stulecia, rolę motywującą do życia pełniła religia – w kulturze zachodniej: chrześcijaństwo. Obecnie żyjemy w świecie kultu konsumpcjonizmu. Reklamy i marki pełnią role „świętych obrazków” przedstawiających raj, a centra handlowe – świątyń konsumpcjonizmu. Im mniej mamy, tym bardziej wizja konsumpcyjnego raju zastępuje nam rzeczywistość.

Tyrania kapitału polega na  tym – jako to ujął jeden z francuskich filozofów – że kapitał robi z człowieka towar, a stosunki społeczne ustanowione przez kapitalizm przedstawiane są ludziom jako prawa natury niedostępne dla ich działania.

Myślę, że nie można rozpatrywać rozwoju mediów społecznych bez kontekstu – obecnej sytuacji ekomomicznej i społecznej. Pustka intelektualna jaka powstaje w wyniku komercjalizacji (tyranii kapitału) mediów masowych (de facto ich upadku jako „strażników demokracji”)  jest wypełniana stopniowo przez media, a zatem również treści, społeczne („The medium is the message”). Co ciekawe social media to pierwszy typ mediów który został jako pierwszy opanowany przez zwykłych ludzi a nie korporacje. Zwykle to firmy przodowały w wyznaczaniu trendów w obszarze nowości i adaptacji najnowszych technologii. Kapitalizm stworzył i oparł się na centralizacji, media społeczne są rozporoszone, a zatem trudne do zarządzania (kontroli).

Spójrzmy również na argumenty kapitalizmu wysuwane w kontrze do socjalizmu, według których porządek socjalistyczny niszczy fundamenty religii, moralności i kultury. Czy właśnie nie mamy do czynienia z taką sytuacją po stuleciu dominacji kapitalizmu? Czy dzisiajsza moralność, religia i kultura rozwijają się czy są w regresie?

Kolejne pytanie które podnoszą przede wszystkim „Oburzeni” to: czy równość nie powinna oznaczać także równości ekonomicznej? Dlaczego dwudziestolatkowie zamiast myśleć o konsumpcjonizmie wykrzykują hasła o „chciwości korporacji”, o tym że: „banki odbierają nam nasze prawa”, „spekulują naszym życiem” czy „sprzeniewierzają naszą przyszłość”. Październikowe protesty odbyły się w prawie 1000 miastach w 82 krajach i choć ich skala z lokalnego punktu widzenia nie była duża (od kilkuset do kilku tysięcy osób w każdym z miast) był to niewątpliwie pierwszy protest ery sieci cyfrowych. Jak inaczej można wytłumaczy koordynację, spójność programową czy jednolitą strukturę wiekową uczestników pierwszego takiego protestu w historii planety?

Stare pokolenia próbują ratować tonący okręt który same stworzyły, a młode pokolenie  nie zamierza brać w tym udziału.

Jak dla mnie zarysowuje się podział na – z jednej strony stare pokolenia i mass media, a z drugiej-  na młodych i media społeczne. To truizm, bo młodzi rzeczywiście szybciej niż starsi adaptują nowe media jednak dotąd dyskusja sprowadzała się do technicznego aspektu tego procesu, co uważam za błąd.

Dlatego też pojęcia takie jak „hating” w odniesieniu do marek zaczynają nabierać nowego znaczenia.