Prainternet czyli technologie intelektu

Rosnąca szybkość życia, rozwój technologii, postęp. Internet jest ucieleśnieniem tych idei. Globalna wioska która nas otacza i której jesteśmy częścią osadza nas silnie we współczesności. Powszechnym poglądem jest patrzenie na bieżące wydarzenia i zmiany stylu życia człowieka jak na coś niezwykłego w dziejach cywilizacji. Nieograniczona komunikacja z całym światem, przepływ idei, poglądów i szybkość tych procesów to wymieniane jednym tchem przewagi codzienności nad światem przedinternetowym.

Tyle tylko, że internet to nic nowego. To tylko technologia. Na poziomie modelu cywilizacja miała już wiele „internetów”. Oczywiście owe systemy, sieci komunikacji przyjmowały różne formy w zależności od poziomu rozwoju myśli technicznej dostępnej współczesnym. Zawsze jednak wiązały się z rewolucją w przepływie idei, przyspieszały obieg informacji, zmniejszały dystans i zmieniały przyszłość. Niektóre z tych rozwiązań istnieją do dziś, jednak ich rola maleje wprost proporcjonalne do wzrostu znaczenia internetu. To właśnie jest dla mnie kwintesencja konfliktu starego, papierowego i nowego, elektronicznego świata.

Przez ostatnie 600 lat to właśnie papier, a właściwie druk był internetem świata. To dzięki unowocześnieniu przez Gutenberga idei czcionki drukarskiej weszliśmy w czasy nowożytne. Dlatego nie bez powodu to właśnie rewolucja, której symbolem został  Gutenberg jest przywoływana w kontekście obecnej rewolucji cyfrowej. Rozciągając analogię dalej – Gutenberg rozwinął „protokoły wymiany informacji” w taki sposób, że możliwa stała się – niedostępna wcześniej cywilizacji – możliwość wymiany idei, poglądów i opinii.  Dla średniowiecznego świata był to niewyobrażany skok jakościowy, który doprowadził kilka wieków później do rewolucji przemysłowej. Był to i jest wciąż dosyć demokratyczny model tworzenia treści. Tutaj również każdy może być twórcą – wystarczy ołówek i kartka. Bez względu na wykorzystaną technologię – hasło na murze czy wpis na blogu są w stanie zmienić zarówno  losy społeczeństw jak i pojedynczych ludzi.

Wszyscy wychowaliśmy się w „papierowym” systemie wymiany myśli, poglądów i informacji. Słowo „newspaper” określa najwyższy stopień ewolucji tego systemu, jednocześnie uświadamiając nam jak bardzo od czasów Gutenberga „nowożytny internet” rozwinął się. Dla drukarzy epoki wczesnego renesansu – codzienna gazeta, która zawiera atualne informacje z kolorowymi zdjęciami, dystrybuowana do milionów odbiorców rozproszonych na olbrzymim obszarze – to właśnie definicja internetu. Nie wiem dlaczego staramy się na siłę wprowadzać granice pomiędzy elementami ciągłości. Bez pokoleń księgarzy, wydawców, dziennikarzy, pisarzy czy filozofów nie było by internetu. Podobnie setki lat rozwoju kapitału technicznego, generacje wynalazców, naukowców i konstruktorów doprowadziły nas do miejsca w którym jesteśmy. To, czym internet różni się od swojej papierowej wersji to jeszcze większa dostępność. Z tej jednej cechy zrobiliśmy fetysz, który uzasadnia „nowe”. Inżynierowie tworzą przyszłość a myśliciele wypełniają ją treścią. Tak było z piramidami i tak jest dzisiaj.

Jako cywilizacja wypracowaliśmy najbardziej zaawansowany ekosystem przepływu idei. Zapewne w przyszłości udoskonalimy go jeszcze bardziej.