Downfall spiral czyli „dorośliśmy” do pop-artu

Ostatnio doszedłem do wniosku, że następujące zdanie z definicji pop-artu w Wikipedii: „Pop-art nie przyjął się w Polsce tak jak w Stanach Zjednoczonych czy zachodniej Europie, gdyż nie istniały tu wówczas odpowiednie warunki polityczne, ekonomiczne i kulturowe” będzie musiał0 zostać jednak zmodyfikowane.

Bowiem, podobnie jak w Wielkiej Brytanii czy USA polskie społeczeństwo po względnie spokojnych 10 latach nieprzerwanej konsumpcji (lata 90te były walką o przetrwanie i przyswojenie nowych wartości: kapitalizmu), osiągnęło dojrzałość do adaptacji pop-artu jako głównego, powszechnie przyjętego sposobu czy też stylu odnoszącego się do wytwórczości wartości niematerialnych (zostawiam na razie na boku silną w Polsce grupę stereotypów kulturowych związanych z wartościami katolickimi). Nie jest to oczywiście „oryginalny pop-art” ale jego spolszczona, XXI wieczna wersja.

Poruszałem częściowo tą kwestie w jednym ze wcześniejszych wpisów – odwołując się do dylematu stygmatyzowania tak zwanej „kultury wysokiej”.

Jako człowiek pozbawiony (z własnego wyboru) dostępu do telewizji czy radia i świadomie kierujący doborem treści z jakimi mam kontakt (książki, pisma, gazety, filmy, gry, etc.) zderzam się coraz częściej (również  z racji wykonywanego zawodu) z trudnością w wyznaczeniu granicy pomiędzy działalnością twórczą i odtwórczą. Innymi słowy – coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją w której wytwory reklamy przejmują w oglądzie i praktyce społecznej rolę którą wcześniej pełniła kultura czy sztuka (ergo reklama dzisiaj pełni rolę sztuki [co nie oznacza, że nią jest]).

To to postrzegamy jako produkty kultury bądź sztuki w zdecydowanej większości kurzy się w muzeach lub chowa w salach koncertowych (pomijam tutaj hermetyczny, a zatem niedostępny dla mas język czy formę współczesnej sztuki czyniący z niej raczej poboczny element cywilizacji niż jej czynnik sprawczy). Tymczasem reklama, formy użytkowe, moda, czy wszelkiego typu nowe formy takie jak reality show stają się wyznacznikami i wskazówkami o charakterze moralnym, światopoglądowym czy estetycznym.

To o tyle ciekawe, że dzisiejszy polski komercyjny pop-art jest specyficzną zbitką kultury masowej cywilizacji zachodniej (nowe wzorce – seksualność, materializm), symboli epoki socjalistycznej („duże fiaty” w reklamach czy piosenki Niemena, komiksyzacja PRLu)  i narodowo-patriotyczno-ludowej (bociany, piwo Harnaś czy Olej Kujawski).

Zastanawiam się tylko, w którym momencie wyczerpią się możliwości czerpania przez reklamę czy działalność komercyjną (telewizja) z oryginalnej twórczości szeroko rozumianej sztuki i kultury polskiej. Na razie bowiem ilość i intensywność drenowania oraz eksploatacji myśli twórczej przez odtwórczą jest odwrotnie proporcjonalna do tego ile i jakiej jakości jej mamy i tworzymy.

Czy za 20, 30, 40 lat nasze dzieci będą mogły się odwoływać do tasiemcowych seriali, teleturniejów czy innych formatów telewizyjnych, tak jak my dzisiaj sięgamy do wytworów kultury i sztuki czasów naszych rodziców czy dziadków.

Jako społeczeństwo nie wytwarzamy obecnie niemal żadnej oryginalnej twórczości (wartości).

  • http://mjurkiewicz.wordpress.com mjurkiewicz

    Nie zgadzam się z tym, że jako społeczeństwo nie wytwarzamy obecnie niemal żadnej oryginalnej twórczości. Uważam, że jest odwrotnie, tylko są to na tyle niszowe działania, że nie cieszą się one zainteresowaniem szerszej grupy odbiorów. Ostatnio przeczytałam książkę Leszka Bugajskiego „Seks, druk i rocka and roll” i chociaż autor na początku przyznaje, że „nasz czas, to czas końca kultury”, to pod koniec sam przyznał, że zbytnio go w kwestii tego stwierdzenia poniosło i nie jest z nami aż tak źle.

  • http://kamilawisniewska.wordpress.com kamilawisniewska

    Pisze Pan, że możliwy jest moment braku możliwości czerpania z oryginalnej twórczości. A czy to nie jest trochę gdybanie na wyrost?? Może i faktem jest, że sztuki samej w sobie jest w Polsce coraz mniej, ale mimo wszystko ciągle dzieje się coś nowego, coś się zaczyna, coś kończy. Sam pop art przecież w swojej idei jest wzorowaniem się na czymś, nie koniecznie na wielkich dziełach. Teraz czerpiemy z PRL-u( który jakby nie patrzeć nas trochę śmieszy), za kilka (kilkadziesiąt) lat czerpać się będzie z tego co dzieje się obecnie. Może wtedy będą się śmiać z nas, ale przynajmniej staniemy się inspiracją dla twórców. Oryginalną.

  • http://teatr1958.wordpress.com manauka

    Nie mogę się z Panem zgodzić! Na szczęście oprócz sitcomów, reality show, teleturniejów,seriali istnieją jeszcze teatry, kina, sale koncertowe. Nie będę wymieniała wybitnych twórców ostatniej dekady, bo zabrakłoby miejsca w ramce przeznaczonej na komentarz. Co roku tygodnik „Polityka” rozdaje swoje „paszporty” wybitnym, młodym, polskim artystom z różnych dziedzin sztuki.
    Wybory naszych dzieci zależą od naszych wyborów. Czym skorupka za młodu….

  • http://plkk.wordpress.com plkk

    Zgadzam się z przedmówczynią, nie zgadzam się za to z Pana ostatnim akapitem. Kto w 1980 roku podejrzewał, że Misia znać będą na wyrywki kolejne pokolenia? Nie chciałbym żeby moje potomstwo czerpało z TVNowych produkcji. Ale nie generalizujmy. W ciągu ostatnich 20 lat powstały filmy, na podstawie których można się czegoś dowiedzieć. Weźmy chociaż filmy Andrzeja Wajdy czy Jerzego Hoffmana. Beatelsi kiedyś byli zakazani w kilku krajach, dziś na całym świecie określani są mianem „klasyki”. Nie twierdzę, że moje wnuki będą kiedyś pytać „Jak to możliwe, że ludzie nie rozumieli muzyki Ryśka Peji”. Ale nie możemy wróżyć z fusów, nie wiemy jak rozwiną się gusta muzyczne, filmowe czy czytelnicze za naście lat.