Assange
zastanawiam się dlaczego, skoro dokumenty ujawnione przez Wikileaks “niczego specjalnego nie zawierają”, Assange nazywany jest terrorystą?
To pytanie samo w sobie kryje odpowiedź.
Z jednej strony rządzący światem demaskują całą politykę związaną z “walką z terroryzmem”. Od dzisiaj każdego, kto jest niewygodny z dowolnego powodu można nazwać terrorystą i ścigać z całą mocą ustalonego w innym przecież celu prawa. Taki wygodny wytrych. Co więcej, przecież jeśli ktoś jest “terrorysta” to nie trzeba mieć przeciw niemu żadnych dowodów. Ewentualnie można je spreparować, według zasady: “Dajcie człowieka paragraf się znajdzie”. Dobrze znamy ta retorykę, nieprawdaż?
Różnica jednak jest taka, że dzisiaj żyjemy w tak zwanej demokracji i od establishmentu spodziewałbym się raczej odżegnywania się od takich metod. A jest odwrotnie.
Nazywanie kogoś, kto przecież nie jest terrorystą – terrorystą dewaluuje to słowo.
Drugim dnem, które może się kryć za jazgotem – jest niekompetencja (jej świadomość lub brak świadomości – co prowadzi do tego samego finału). Jak bowiem możemy być spokojni o to, że rządy “dobrze dbają” o nasze bezpieczeństwo (w tym w obszarze walki z terrorem), skoro paru kolesi w wyciągniętych swetrach (stereotypizacja zamierzona) jest w stanie gwizdnąć kilkaset tysięcy dokumentów najsilniejszemu (teoretycznie) mocarstwu na świecie.
Ano nie możemy.
I Assange to obnażył. Dlatego nazywają go terrorystą.
[...] Bo wolność nie jest niczyją własnością. Chociaż, kto wie – ostatnio za ujawnianie prawdy w sieci staje się człowiek od razu terrorystą. [...]
Blog Forum Gdańsk: blogerzy we własnym sosie « Networked Digital Age
10 Grudzień 2010 at 10:53