Social network apartheid

Czasami w tym biegu nie zauważamy rzeczy podstawowych. Co więcej im bardziej coś jest oczywiste tym trudniej to dostrzec. Social media, podobnie jak sam internet był pomysłem opartym na ideach wolności (zwłaszcza słowa) i otwartości. Wyrósł na korzeniach akademickich (intelektualnych) i od samego początku starał się reprezentować to, co  nie było w stanie przebić się w mediach masowych (obecnie nazywanymi tradycyjnymi). Dzisiaj niewiele pozostało z tych ideałów. Internet jest już niemal całkowicie skomercjalizowany, a w niektórych aspektach dużo bardziej brutalny niż codzienny świat widziany i odczuwany przez każdego z nas. W internecie potrafimy znacznie skuteczniej protestować niż jednoczyć się w budowaniu wartości. Co więcej, najbardziej zagorzali apostołowie social media to – paradoksalnie – ci, którzy codzienne coraz bardziej go komercjalizują. W internecie coraz trudniej o wzniosłe idee, a sam termin „media społeczne” brzmi dramatycznie śmiesznie.

Ostatnio coraz częściej łapię się na refleksji (ponieważ obecnie jestem po tej „gorszej stronie”) dotyczącej różnego traktowania osób korzystających z odmiennych sieci społecznościowych. Być może te przemyślenia są tym bardziej pogłębione, ponieważ siedzę od lat w monitoringach i analizie przekazów mediowych (co nie jest bez znaczenia, bo można wyraźnie dostrzec [czasami nawet zupełnie nieuświadomione] nastawienie poszczególnych redakcji – bezcenne).  Obserwuję też rynek (czy raczej lepiej teraz powiedzieć „rzeczywistość”) z drugiej strony lustra. Nie da się bowiem ukryć, że użytkownicy poszczególnych sieci społecznościowych traktują co najmniej z pogardą użytkowników spoza własnej sieci (społecznościowej). Uważają się za lepszych nawet jeśli tego otwarcie nie przyznają (wielu to robi). Antagonizmy od zawsze istniały w internecie, ale z obecnym poziomem agresji nie spotkałem się do tej pory. Linie podziałów społecznych (gorsi-lepsi, swoi-obcy) są bardzo widoczne w polskiej sieci. To smutne zwyczajnie na poziomie ludzkim.

Może to zatem wyraz „dojrzałości” internetu? Dojrzałości rozumianej jako rzeczywistej reprezentacji życia społecznego. Skoro internet w coraz większym stopniu odzwierciedla strukturę/naturę społeczną, to również w coraz większym stopniu oddaje istniejące podziały. Tutaj niestety trudno winić polityków. A to co mówimy i robimy w sieci, świadczy o nas samych. Niby nic nowego, a tak wiele. Wystarczy refleksja, na którą nie starcza czasu (bo przecież trzeba sprawdzić co w sieci). Za dużo czasu poświęcamy na działanie, a za mało na myślenie.

Przez ostatnie dwa lata nie pisałem za dużo w sieci. Skupiałem się raczej na pracy akademickiej. Sporo za to czytałem i obserwowałem. To dosyć ciekawe doświadczenie. Obserwować i śledzić wypowiedzi wielu ludzi, których znam. Do tego można robić to zupełnie anonimowo. W codziennym pędzie nie zdajemy sobie często sprawy jak uproszczone są nasze wypowiedzi, jak odarte z kontekstu i jak bardzo uproszczonym językiem się posługujemy. Powiem więcej, ostatnie dwa lata były dla mnie prawdziwą próbą charakterów wielu osób z którymi mam kontakt.

Mam wrażenie, że cała masa ludzi doznaje codziennej amnezji dnia wczorajszego i jutrzejszego. Liczy się tylko tu i teraz. Liczy się nowy post czy nowy „znajomy”. Zaczynamy powoli śledzić własne życie w sieci społecznej, zamiast kreatorów własnego życia stajemy sie jego aktorami. Coraz trudniej nam rozdzielić rzeczywistość od kreacji naszego własnego życia. Staramy się żyć naszym własnym wyobrażeniem i dopasowywać się do kreacji samego siebie w sieci. Reagujemy agresją, jeśli ktoś próbuje zakłócić ten nas własny wytworzony obraz quasi-siebie. Próbujemy być bardziej doskonali od swojego wyobrażenia.