Samotność serfa

Przychodzi taki moment, w którym wszystko ci jedno w którą stronę się przemieszczasz, która jest godzina czy w jakim miejscu się znajdujesz. Znajdujesz się w punkcie zero. Cała twoja wiedza staje się bezużyteczna. Jest tylko tu i teraz. Świat jest czymś odległym. Czymś o czym czytałeś kiedyś w książkach. Mglistym odbiciem. Samotność jest punktem w którym przekraczasz granicę oddzielając ja od tego co poza. Stopniowo stajesz się bezradny wobec samego siebie. Bo jest tylko ja. Ostanie ja. Zasypiasz.

Bo transformacja która trwa zbyt długo, przestaje być transformacją. Staje się stale wymazywanym, stale nadpisywanym, stale redundantnym, staje się planowaniem tymczasowości.

Jednak człowiek, biologiczny związek człowieka, w dalszym ciągu oczekuje liniowego świata. Chronologii, rodzinności, hierarchii, pokoleniowości, następstw, ewolucji.

Postęp nie dotyczy człowieka tylko maszyn, robotów i algorytmów.

Tylko roboty dokonały postępu, człowiek nie. Staramy się dorównywać robotom. To one stały się naszymi autorytetami. Roboto-merytokracją.

Merytoryczny związek komputerów tworzy współczesność.

XXI wiek coraz bardziej przypomina kolaż epoki wiktoriańskiej – poczucia kontroli nad życiem, ujarzmienia technologii, zwycięstwa nauki: panowania oraz fermentu weimarskiego odrzucenia tradycyjnych zasad perspektyw i dotychczasowych proporcji, nową rzeczowość, którą umożliwia magiczny wymiar nowych technologii, cynizm pomieszany z ironią, zerwanie z wszelką tradycją, brak jednolitości, skrajny uniwersalizm który godzi wszystko, poszukiwanie adekwatności potrzeb.

Wzorcowy dom szaleństwa Bauhausu kontrolowany przez cyfrowego zimbardowskiego strażnika z idealnym więźniem Ai Weiwei, który żywi się swoimi snami.

Wirtualny czy iluzoryczny?

Zależy od perspektywy. Dla zamieszkujących wirtualną cywilizację wirtualny jest rzeczywistym. Dla obserwatorów wirtualnego, wirtualny jest iluzorycznym. Dla turystów wirtualne jest oswajaną emanacją. ZOO. Ciekawe dlaczego sztuka nie podejmuje tego dylematu perspektyw?

Wirtualne może być równie rzeczywiste jak fizyczne samo w sobie. Materialne może być kafkowskie. Wirtualne może być potencjalnie istniejącym. Iluzja jest iluzją do pewnego krytycznego punktu doświadczenia, w którym odkrywamy, że nie jest autentycznością zgodną z indywidualnym przekonaniem. Ta krytyczna ścieżka pomiędzy iluzorycznym a rzeczywistym, rzeczywistym i wirtualnym, wirtualnym i iluzorycznym jest granicą doświadczenia. Jest pozbawionym struktur. Jest krawędzią chaosu. Rantem. Jeśli nie ma struktur nie ma treści. Jest idealna pustka                .

via: moillusions.com

Kurt Kraus:

(…) Nawet, jeśli próbujesz szukać, nic nie znajdujesz. Jestem stary, mówię, myślę, piszę po staremu. Słowa, tylko inne, nowocześniejsze, mniej zwierzęce. Mniej demoniczne. Groza. Groza jest tym, co ostatecznie nas wyzwala od zczłowieczenia. Nie ma czegoś takiego jak „niewyobrażalne zło” jest tylko „niewyobrażalne nic”. Sama konstelacja bez zawartości. Rama, której nie ma.

 

i wcześniej:

 

– Herodriada, Dalia, Lukrecja, Klarimonda, Kleopatra – to tylko jej kolejne wcielenia. Gdyby istniały demony, była by ich jawą, snem i życiem. Wszystkim. I niczym. Tym właśnie jest dla mnie. Może zatem jestem demonem? Może. Dylemat. Wyobrażenie-rzeczywistość, konsumpcja-istnienie, pragnienie-wina, stworzony twórca.

 

Rant, rant – fantastyczny i faktyczny.

Rants are the ungifted offspring of a nit and a cog that were born with too little character to manipulate dreams successfully. They are frequently in a disarray. As dreams catch them, half of their bodies become the imagination of what the one in reality is dreaming of.

Leven Thumps and the Gateway to Foo

via http://en.wikipedia.org/wiki/Leven_Thumps#Rant

 

Wirtułał

Sztuka dawno zaakceptowała to, że wszyscy kradną od wszystkich. Wirtułał, zostanie ukradziony zapożyczony przez Google z chwilą, gdy wcisnę przycisk „Opublikuj”. Choć być może lepszym określeniem jest pasożytnictwo? Google jest pasożytem, w którego interesie jest utrzymywanie przy życiu swojego żywiciela. Odstęp pomiędzy stworzeniem a zapożyczeniem nie istnieje – lub zawęził się to mgnienia.

„Translated from Polish”, czyli autozawłaszczenie. „1 result”. Czym jest jedno słowo wobec zilliona terabajtów?

Zapożyczenie czy zawłaszczenie?

Zajmowanie się pustymi wynikami Google jest znacznie ciekawsze, niż zajmowanie się tymi zapełnionymi.

autozałaszczenie

Czterdzieści dwa i pół miliona i moje jedno autozawłaszczenie. Ale tylko w trybie edycji. Wciśniecie przycisku „stwórz” generuje wirtułały. Oryginał stał się konceptem teoretycznym.

sztuka

 

@Castells

Zamieszkiwanie jest tylko tradycją, która jest coraz rzadziej przestrzegana.

Mobilność kompaktuje (militaryzuje) przestrzeń życiową.

 

 

Pop-kultura to po prostu największy, co nie oznacza, że dominujący nurt kultury.

Wirtułał – digitalna emanacja samego w sobie („rzeczywistego”). Zawłaszczone z chwilą stworzenia. Rodzina klonów. [patrz: definicja cyfryzacji]

 

 

Realistyczne piekło w Cyfrowym Edenie.

Jeśli Eden był wirtualną rzeczywistością, to wszystko się zgadza. Czy wirtualna cywilizacja pozostawia materialne ślady? Wirtualna cywilizacja ignoruje problem czasu i przestrzeni. Czas i przestrzeń nie są stanem w jakim występuje wirtualna cywilizacja.

Materia to tylko jedna z możliwych struktur organizacji świata.

wirtułał – kolejne słowo, którego nie zna Google. [patrz: poliglotokracja]

No results containing all your search terms were found.

Your search – „wirtułał” – did not match any documents.

Suggestions:

Make sure all words are spelled correctly.
Try different keywords.
Try more general keywords.

 

 

WIRTUALNA CYWILIZACJA

 

 

*Google jest najbardziej brutalnym przykładem bezosobowości i algorytmizacji. Po wciśnięciu „stwórz” wirtualne „kopie” powstaną w najróżniejszych częściach („bazach danych”) losowej infosfery.

 

Mego

Ego konkuruje z Mego – kwintesencją inteligencji i różnorodności.

To strategia przetrwania człowieka w świecie sztucznej inteligencji.

Dlaczego zakładamy że sztuczna inteligencja może być tylko jedna?

Bez wystarczającej wiedzy mózg człowieka szuka skrótów dla podjęcia decyzji. Heurystyka.

IKEA kołchoz kapitalizmu.

Czym sztuka jest?

Kto pyta o sztukę, uznaje jej istnienie. Czym jednak jest pytanie o sztukę już nie w czasach sztuki masowej, przemysłowej, ale sztuki zautomatyzowanej, algorytmicznej?

Pytanie o sztukę w „czasach digital” staje się pytaniem ostatniego artysty. Finalnym pytaniem sztuki. Sztuka, która podobnie jak nauka i filozofia pytała o świat, teraz pyta o samą siebie. Sztuka jest światem samym w sobie. Światem wsobnym. Światem pozbawionym, światem nieuczestniczącym. To paradoksalne jak w czasach ostatecznego umasowienia – nie tylko ze względu na „tajemnicę techniki”, ale też przez dosłowne umasowienie człowieczeństwa, sztuka stała się niedostępna jak nigdy dotąd. Sztuka przestała się przydarzać.

To, co się przydarza to artyzm.

Artyzm jest kompromisem. Jest doraźny. Artyzm mieści się w uniwersalizmie. Uniwersalizm jest gładki.

Artyści nie walczą dzisiaj o sztukę, za sztukę czy imię sztuki. Artyści walczą dzisiaj o prawa.

Zatem pytanie „czym sztuka jest?” jest pytaniem „czym sztuka była?”

Pytanie o to „czym jest?” jest pytaniem historycznym. Nikt nie pyta „czym jest?”. Nikt nie pyta. Świat jest odpowiedziany.

To nie jest nawet kwestia bycia odpowiedzią, ale bycia odpowiedziami.

Nie „czym sztuka jest?”, ale „to jest!”

Już nie trans-forma-cja ale generacja. Sztuka jest generacją. Wzór na sztukę to szybkość razy ilość.

Świat traci aktualność w każdej chwili. Sztuka musi wyzbyć się fetyszu oryginalności. Oryginalność, niepowtarzalność to tylko narzędzia. To, co się nie powiela, nie żyje. Zamiast reprodukcji – transprodukcja. Sztuka to fabryka świata. Świat to nie fabryka sztuki. Świat sfabrykowany przez sztukę będzie lepszy niż sfabrykowany przez ekonomię.

Świat cyfrowy jest wynikiem ekonomizacji, optymalizacji i wszelkich innych „zacji”.

Jedyne czego może bać się ekonomizacja życia to sztuka uzbrojona w internet.

Milion to podstawowa jednostka miary odbiorców sztuki. Sztuka usieciowiona pyta „ile milonów?”

Tworzywo demiurga

Czytając prace klasyków, takich jak Goody, moje egzemplarze książek kończą jak notesy. Niemal każda strona zawiera notatki, komentarze i skreślenia.

Myślę, że podstawowym problemem całej literatury zajmującej się kwestią oralności i piśmienności, a zwłaszcza piśmienności, jest łączenie czy też przeciwstawianie piśmienności właśnie formom oralnym. O ile pismo można wyodrębnić i analizować jako zestaw komponentów, o tyle z oralnością, mową jest już zupełnie inaczej. Mowa jest swojego rodzaju „wyjściowym składnikiem” każdego systemu komunikacyjnego.

Jak zresztą zauważa sam Goody, radykalizm każdej rewolucji komunikacyjnej jest zawsze cząstkowy. Żadna bowiem rewolucja nie przekreśla doświadczeń człowieka. Między innymi dlatego wiemy w ogóle, że mamy do czynienia z rewolucją. Tak jest też przecież z pismem, które – z perspektywy mechanicznego czasu (Gutenberg) – nie tylko ukazuje nam swoje znaczenie (znaczenie „rewolucji”), ale przede wszystkim wskazuje skalę potencjalnych rewolucji komunikacyjnych (kolejnych, potencjalnych systemów komunikacji). Skoro pismo, to „trywialne” (z dzisiejszej perspektywy) narzędzie, było w stanie dokonać tak dużych przemian, to co są w stanie zrobić znacznie bardziej zaawansowane systemy?

Czy naprawdę uważamy alfabet za ostateczny system komunikacji?

Jeśli ulegamy (za)programowaniu przez pismo, to nigdy nie wydostaniemy się poza to, co możliwe dzięki niemu. Kultura oralna, kultura piśmienna, kultura komunikacji jednorazowej różnią się właśnie możliwościami dominujących mediów.

Subiektywizm, obiektywizm, natychmiastowość.

Natychmiastowość, nie opisująca się w kategoriach obiektywnych czy subiektywnych. Jeśli coś jest już, nie możemy mówić o interpretacji, ale o mediach odruchowych, o instynktowności. System komunikacyjny, który nie wymaga interpretacji dla działania, system w którym szybkość działania jest kluczowym aspektem struktury. Lepiej szybciej niż dokładniej, lepiej teraz niż za chwilę. Lepiej mniej ale szybciej.

Ruchome kontekstualizacje.

Wraz ze wzrostem szybkości komunikacji spada znaczenie dokładności tego, co i jak przekazujemy. Zawsze jest czas na korektę, uzupełnienie, rozszerzenie. Liczy się odświeżenie. Komunikacja nie przebiega już na osi wysyłam-odbieram – jest jak pociąg, którego początek jest już na stacji docelowej, a koniec jeszcze na początkowej. Nawet nie strumień, ale elastyczny cel, narzędzia i przeznaczenie. Możemy nawet wymienić w „międzyczasie” strony komunikacji (można przecież „wsiąść” i „wysiąść”).

Pismo i oralność są dodatkiem do komunikacji ruchomej. Definiującej swój alfabet w akcie komunikacji. Jednorazowe alfabety.

Trwałość zapisu nie jest zaletą ale wadą.

Kto nie chciałby książki, która jest zawsze aktualna?

To nie „żywa mowa” kształtuje dzisiaj naszą umysłowość, ale programistyczne tabele, algorytmy i wszystko to, co z formy pisemnej przemienia się w pismo-w-działaniu, maszynę piśmienną. „Martwe” tabele księgowego ożyły za sprawą mechanicznego mózgu i odgrywają swoją niesyntaktyczną pieśń.

Jak nazwać słowo pisane, które „przemawia samoistnie”? (prze-mawia).

Czy taka mówiąca piśmienność przekracza granice piśmienności?

Uniwersalizm wiąże się z istnieniem systemu. Przemawiające pismo jest ostatecznym uniwersalizmem. Nie potrzebuje już człowieka ani do prze-mówienia, ani do prze-czytania.

Uniwersalizm nie wymaga człowieka, wymaga jedynie ludzi.

Pismo kształci czytelników. Kogo kształci komunikacja jednorazowa?

Komunikacja jednorazowa nie zna dystansu.

książka

To trochę spóźniony wpis, tak jak zresztą wszystko w natychmiastowym świecie. Ten brudnopis w formie bloga w marcu skończył 5 lat. Czy to dużo na brudnopis? Pamiętacie co notowaliście 5 lat temu? W moim przypadku brudnopis staje się powoli jedynym zapisem. W świecie, w którym nie ma czasu na tworzenie w satysfakcjonującej jakości, forma tymczasowa staje się formą dominującą.

A forma komunikuje treść. Treść jest tymczasowa. To struktura internetu jako medium. Krótkotrwałość jest ważniejsza niż przekaz.

Jakość nie znika, ale staje się jeszcze bardziej niedostępna.

Notatki na tym blogu miały w zamyśle służyć napisaniu książki. Minęło 5 lat. Czy to dużo czy mało?

Dla mnie to wciąż mało. Mało dla książki. Książki, rozumianej jako pewna forma namysłu, forma oddzielenia się idei od człowieka, forma dotarcia do przypadkowego czytelnika, forma dzięki której mój umysł jest w stanie pokonać moją cielesność. Książka to forma. Podobnie jak blog to forma.

Forma.

Napisałem w życiu kilka książek, kilka rozpocząłem, wydałem tom wierszy (większości jednak nie wydałem), nakręciłem kilka filmów (etiudy), namalowałem kilkanaście obrazów (większość jednak wylądowała na śmietniku), zrobiłem kilkanaście tysięcy fotografii, z czego tylko kilkadziesiąt nadaje się do pokazania.

Całe życie tworzę pomniki form.

Książka to kolejna forma. Rozpięta pomiędzy trywialnym i hermetycznym

 

Jaką treść komunikuje książka?

Strukturę? Liniowość? Następstwo? Całość? Spójność? Trwałość? Porządek?

 

Uniwersalizacja to wtórne uporządkowanie. I dotyczy to także książki, czy też – czego starałem się dotąd unikać – także słowa, w tym słowa pisanego, a szerzej – języka. Języków. Alfabetów. W tym nowego alfabetu.

 

Natychmiastowość i trywializacja, nieunikniona przy umasowieniu komunikacji, w naturalny sposób spycha treściwość i namysł do pozycji nieszkodliwego ekscentryzmu nienadążającego za współczesnością.

 

Gubiąc refleksję stajemy się zwierzętami poświęcającymi własne życie na zarabianie pieniędzy.

Tworzymy jednorazowego człowieka.

 

Każdej epoce przynależą różne sposoby komunikowania się, jak np. ten blog. Coś komunikuję, nie bardzo wiedząc do kogo. Nie wiem też, co zostanie zrozumiane. Komunikuję się, często sam ze sobą, w paczkach – w rozmytej strukturze powiązań. Nie wiem czy to jest rodzaj odwzorowania rzeczywistości czy też odwzorowanie tego jak myślę?

Czemu służy ten blog?

Na pewno studentom przepisującym definicje social media w czasie sesji. Służy też mojej własnej mobilizacji – do myślenia. Czy czemuś więcej? Nie wiem.

Trywialne nie będzie oryginalne.

Nasze narzędzia i formy komunikacji są niedostosowane do liczby ludzi. Jest nas za dużo, aby komunikować się tak jak wcześniej.

Nie jest to nowy paradygmat, jakby chciał Kuhn, ale nowe uniwersum, w którym musimy ustanowić dopiero definicję paradygmatów.

Dotychczasowy układ społeczny opierał się na nieufności. Tak były i są definiowane prawa i obowiązki „systemu społecznego”.

Nowy, piękny świat opiera się na zaufaniu, nawet jeśli początkowo naiwnym. Dlatego nie potrzebuje stałych praw, ani nawet niczego przypominającego statyczny zbiór wytycznych. Dynamiczny system społeczny nie jest jednak siecią. Sieć z natury rzeczy, choć odporna i do pewnego stopnia elastyczna posiada tendencję do zapadania się i wymaga zawansowanych operatorów. Społeczeństwo klasyczne dążyło do urzeczywistnienia sieci, społeczeństwo usieciowione dąży do pełnego dynamizmu. Dynamiczne społeczeństwo nie jest strukturą.

Książka strukturą jest.

Pisząc książkę będę pisał do tych, którzy w świecie struktur są.

Czy jednak na pewno?

Czy wzrost dostępności Dialogów Platona, sprawił, że na świecie jest więcej filozofów?

Struktury posiadają ograniczoną zdolność do replikacji. Struktury są pewnego rodzaju indywidualizacją organizacyjną, przynależną typom organizmów (organizm=organizacja).

 

Książka jako taka, bez względu na przynależność do organizmu społecznego jest także uniwersalizacją.

 

„Tekst jest tkanką cytatów, pochodzących z nieskończenie wielu zakątków literatury” (Barthes)

 

Pisząc książkę autor staje się nie tylko częścią nowej organizacji, ale także cofa się w czasie społecznym.

 

Książka jest kumulatywnością.

Książka z zasady nie jest czymś skończonym.

Książka nie posiada autora, tylko autora uporządkowania. Rola ta zmniejsza się wraz z publikacją książki, gdy z czasem coraz większą rolę odgrywa czytelnik, który nie jest bierny, ale dynamicznie interpretuje nowe uporządkowanie. Nauczyliśmy się patrzeć na człowieka z książką jak na człowieka czytającego, a nie człowieka myślącego. Z każdą nową interpretacją, spada rola autora.

Książka zawsze gdzieś odsyła.

Książka odsyła do świata, który nas obchodzi. Czyli do świata, który jest rozpoznawalny. Książka odsyła do świata który istnieje.

Stopień wiedzy, a zatem obszar naszego świata, zakres indywidualnego uniwersum nie jest skorelowany z wysiłkiem jaki wkładamy w jej pozyskanie, ale ze stopniem ciekawości.

To jakie wnioski wyciągamy, zależy od tego co jest dla nas dostępne, a co nie. Indywidualne uniwersum jest zakresem wniosków. Jest zakresem rozumowania.

Bez względu na to, od któregokolwiek końca współczesnej rzeczywistości zaczniemy i tak szybko natkniemy się na więcej pytań niż odpowiedzi. Bez ciekawości utkniemy w danych interpretacjach. Nasza skala poznawcza poszerza się tak szybko, że w kwestii idei człowieka dalej jesteśmy tam gdzie Platon. Instrumenty mierzenia świata przerastają nasze możliwości rozumienia.

Jednak język jest ostateczną miarą wszystkiego.

Wyobraźnia jest ostateczną techniką.

Wyobraźnia jest tajemnicą, głębią. Jest nieostateczna.

 

A część nigdy nie będzie całością, nawet jeśli tak uznamy.

 

Irracjonalność i racjonalność, odkryte i zakryte są częściami pozaracjonalności. Racjonalność to niekończąca się interpretacja. Jeśli coś jest nieskończone to jest niepodzielne.

Szaleństwo zawsze jest pełne, ale nie samotne. Interpretacja potrzebuje formy, a forma treści. Obłęd, sen, marzenie przebija powierzchnię realności, aby odkryć głębię nowego wymiaru. Głębia nie ma formy ani treści.

Książka jest nieostateczną krawędzią wyobraźni.

„Na początku był czyn, środkiem jest słowo, na końcu jest westchnienie ostatecznej kruchości.” Karl Kraus